niedziela, 29 marca 2015

Od Chris'a c.d: Melloow

Bałagan panujący w domu dziewczyny był niedorzeczny... Ekhm... o ile można jeszcze nazwać to bałaganem. Nie no dobra, nie można... to zdecydowanie przewyższa znaczenie tego słowa. W tamtym mieszkaniu panował syf, jeden wielki burdel. Kurwa, żeby jeszcze mężczyzna to rozumiem, naprawdę rozumiem, ale kobieta ?! Płeć piękna? Płeć rzekomo idealna? Ona to zaprzeczenie definicji płci żeńskiej. Doprawdy w głowie mi się to wszystko nie mieści.
Nie dość, że tańcuje na rurze dla niewyżytych seksualnie samotnych -bądź też nie- gburów, którzy tylko czekają, na okazje żeby się z nią przespać-choć wiadomo że spania byłaby wówczas znikoma ilość- to jeszcze hoduje w domu plantacje bakterii, smrodu i Bóg jeden wie czego jeszcze, gdyż jak mniemam wpuściła mnie do najczystszego pomieszczenia.
~Może nie miała czasu, żeby to ogarnąć ? ~ Ugh, głupiś takie śmietnisko tworzy się co najmniej kilka tygodni, naprawdę sądzisz, że w tej "wyczerpującej" pracy nie znalazła ani chwili ? Nie chce jej się po prostu jej się nie chce ! - biłem się z myślami kiedy uświadomiłem sobie, że usprawiedliwianie jej w tej sprawie nie ma najmniejszego sensu. Nie jest małą dziewczynką, za którą matka wrzuci zabawki do pudełka, ponieważ jest już po dobranocce.
Patrzyłem jak Melloow szybkim krokiem się ode mnie oddala nie zważając na ruch, znaki oraz sygnalizację, była wściekła, a może rozczarowana ? Czyżby chciała czegoś "więcej "?
...nie, jeszcze nie teraz...
 Faktycznie może byłem zbyt stanowczy i ostry ale tamto zdarzenie nie powinno mieć w ogóle miejsca.
Ale miało, Chris miało. - skarciłem się po raz setny.
 Niepokojący dreszcz przebiegł mi po plecach, tak on ewidentnie zwiastował kłopoty. Mam nadzieję, że jest na tyle rozsądna, że nie wywinie nić głupiego. Lekko poirytowany wszystkimi zdarzeniami wróciłem do biura i usiadłem w fotelu. Wówczas przypomniało mi się jak pośpiesznie ściągała stanik typu push up z drzwi rzucając go w kąt, to własnie w tedy jedna z zagadek dotyczących jej ciała została rozwiązana. Rozmiar jej biustu już znam.
Uśmiechnąłem się niemalże niezauważalnie na to wspomnienie jednak mój entuzjazm szybko wrócił do kieszeni. Chcąc zabić niesamowicie się dłużący czas odwalałem swoją całą tygodniową papierkową robotę.
Dlaczego ?
Otóż dlatego, iż byłem w pełni świadom tego, że nie wiedząc co dzieje się z Mell nie będę w stanie zmrużyć oka. Miałem ogromną ochotę aby namierzyć jej telefon, jednak powstrzymywałem się, nie chcąc naruszać jej prywatności puki nie jest to konieczne.
Kiedy zegar wskazywał pierwszą nad ranem postanowiłem przespać się na kanapie... Rzucając się z lewego boku na prawy, a następnie z prawego na lewy czy też brzuch wytrwałem do godziny piątej. Nieco wycieńczony wyjąłem z szafy koszule z krótkim rękawem, ponieważ ochoty na garnitur nawet najmniejszej nie miałem, a skoro dziś nie mam żadnego spotkanie to w cholerę w tym wszystkim.
Udałem się do łazienki i przemyłem lekko twarz, mój jednodniowy zarost jeszcze potęgował wymalowane na mojej buzi zmęczenie.
W momencie gdy wszystkie pracownice powinny być już na swoich stanowiskach rozpocząłem poranny obchód by wszystkiego dopilnować.
Ku mojemu zaskoczeniu jedna, ta którą właśnie oczekiwałem zobaczyć się nie pojawiła. Moje ciśnienie momentalnie wzrosło jednak uspokajałem się myślą, że może się spóźni.
Minęła godzina, zaraz za nią druga a na dokładkę poleciała trzecia. Każde z trzydziestu czterech, a nie przepraszam, trzydziestu pięciu połączeń pozostało bez odpowiedzi.
Zdegustowany demoralizacją pracownicy postanowiłem, że odwiedzę ją w domu i opierdolę tak, że lada moment i pojawi się w pracy.
Jednak i tam spotkało mnie olbrzymie rozczarowanie, mianowicie lokatorki w nim nie zastałem.
Dając za wygraną wróciłem do biura całkowicie poświęcając się pracy tak aby nie mieć ani chwili na prywatne egzystowanie.

***

Nazajutrz po kolejnej średnio przespanej nocy jak co dzień udałem się do parku aby pobiegać, a w drodze powrotnej zrobić jakieś drobne zakupy. Stałem właśnie w kolejce do kasy gdy moim oczom ukazał się stojak z gazetami. Zmierzyłem go wzrokiem od dołu - gazetek dziecięcych - po samą górę - wydruków pornograficznych. Słowo daję szczena mi opadła aż do piwnicy gdy mój wzrok zatrzymał się na gazecie PlayBoy'a. Upuściłem koszyk i podchodząc do stojaka sięgnąłem po magazyn. Dzisiejsza data. A na okładce pół naga Melloow... 
Stałem jak osłupiały, gówniara złamała wszystkie zasady... Obiecała mi, że skończy z tym biznesem, a ona sobie nagie fotki strzela. Kurwa, aż normalnie bałem się zajrzeć co jest w środku. Zostawiając kasjerce pieniądze za co najmniej dwadzieścia takich egzemplarzy wyszedłem zdegustowany ze sklepu.
Już wiem, gdzie wczoraj była nasza gwiazda... jak się okazało moje stanikowe odkrycie było nic nie warte, bo pierwszy z brzegu facet również już wiedział tyle co ja... 
Ze wszystkich sił chciałem zachować zimną krew i zastanowić się co zrobić z tym faktem...
W pierwszej kolejności zadzwoniłem do szefa prosząc go o pierwszy dzień wolnego w mojej karierze. Był tym faktem ogromnie zdumiony i pytał co najmniej dziesięć razy czy wszytko okay, ale nie mógł mi odmówić.
Wracając do domu pośpiesznie przejrzałem gazetę pełno Mellow, pełno. Na ostatniej stronie znajdował się adres redakcji. A więc do dzieła.
Wziąłem szybki prysznic i udałem się prosto do miejsca gdzie drukują takie gówniane pisma.
- Dzień dobry. - zwróciła się do mnie sekretarka siedząca za dużym czerwonym biurkiem. - W czym mogę panu pomóc  ? - zapytała patrząc na mnie znad okularów. Widać było, że przypadłem jej do gustu, bo zaczęła kręcić palcem niesforny kosmyk mysich włosów.
- Jestem nowym modelem. - wyciągnąłem w jej stronę dłoń i ucałowałem. - Gdzie znajdę fotografa ?
Zadrżała i pusto zachichotała.
- Tu jest redakcja. Fotograf jest cztery przecznice stąd. - oznajmiła nie spuszczając ze mnie wzroku i podała mi wizytówkę.
- Dziekuję. - puściłem jej oko. - Do zobaczenia.
Niczym burza wpadłem do pracy i przerabiając pośpiesznie  na komputerze pewien dokument poprosiłem jednego z ochroniarzy aby namierzył mi numer dziewczyny. W tej branży ani innych, w których w grę wchodzą olbrzymie pieniądze takie czynności to żaden problem. Po chwili na ekranie monitora pojawiła się mapa miasta, a na niej czerwona kropeczka. Bingo. Jest u fotografa. Gdy tylko zadrukowana kartka pojawiła się w otworze zerwałem się i przebijając się przez miejski tłok udałem się na miejsce.
W tamtym momencie puściły mi wszelkie hamulce bez najmniejszego zawahania sprawdzałem pokój po pokoju, aż bodajże za szóstym razem trafiłem na ten, którego poszukiwałem.
- No witam, witam. - powiedziałem cierpko, a moje oczy przybrały groźny wyraz. Towarzystwo wesoło szczebiotało sącząc czerwone wino do momentu mojego wejścia. - Widzę, że państwo się tu dobrze bawią. - syknąłem. Na twarzy fotografa malowało się zdziwienie, a na budzi dziewczyny stojącej w samej bieliźnie przerażenie... dość nieźle mnie znała jak na ten krótki okres. - Raczcie wybaczyć, że przeszkadzam, ale zajmę tylko chwilkę. - podszedłem do tego pedała i strzeliłem mu w mordę, a ten aż się zatoczył po czym zerknąłem na zegarek. - Panno Melloow jest pani spóźniona ponad dobę do pracy. To bardzo nielojalne wobec innych pracowników. Jednak, jak zdążyłem już zauważyć posiada pani inne zajęcie. - rzuciłem gazetę pod nogi dziewczyny i spojrzałem nań z nienawiścią. - Proszę, kurwa. - podałem dokument "Wypowiedzenie stanowiska pracy".- Skróciłem go do minimum cobyś nie musiała się męczyć czytając go oraz pogrubiłem to co najważniejsze. Wystarczy Twój podpis o tam na dole. - choć byłem zirytowany starałem się zachować spokój. - Dziękuję pani bardzo, za dotrzymanie kilku nędznych, pierdolonych obietnic. Ale skoro nawet na to pani nie stać to niestety nie mam pani nic do zaoferowania. Mam jedynie nadzieję, że ten biznes jest bardziej opłacalny. - zakończyłem oficjalnie i wychodząc rzuciłem przez ramię. - Myliłem się co do Ciebie, do wczoraj sądziłem, że będą z Ciebie ludzie. Zawiodłaś mnie, naprawdę cholernie mnie zawiodłaś. - pokręciłem głową i trzaskając drzwiami opuściłem teren studia.
Przeczesując nerwowo włosy szedłem przed siebie bez konkretnego celu. Byle jak najdalej od tego całego bałaganu. Nogi prowadziły mnie po uliczkach miasta aż w końcu trafiłem na ruiny zamku, w którym bawiłem się gdy byłem mały. Usiadłem na murku i wsłuchiwałem się w ciszę...


< Melloow ? Ekhm... więc tak jakby wyszło mu się z siebie ;/ ;o >

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz