Kiedy prawie dochodzę do drzwi, dzwoni moja komórka, to numer jednej z projektantek, Violet. Nie cierpię Violet.
- Sparrow, słucham?
- Lena, kochanieńka, mam prośbę - zaczęła głupia baba tym swoim słodkim tonem.
- Czy chodzi o projekt? - zapytałam rzeczowo otwierając drzwi. Ta kobieta potrafi zaplać godzinę, aż sam nie będzie wiedzieć o co jej chodziło od samego początku.
- Nie... Ale...
- Przepraszam cię bardzo, ale nie mam czasu. To ważne?
- Niezwykle! Mogłabyś dać dojść mi do słowa? Miałam spotkać się dzisiaj z nowym klientem, ale wypadła mi ważna wizyta u... nie ważne u kogo, załatw to za mnie, dobrze? 18.30, moje biuro, klucze w doniczce. Dzięki! - rzuciła tylko i rozłączyła się szybko. Zazgrzytałam zębami ze złości. Jej paznokcie mogą poczekać, uzależniła się od manikiurzystki, totalnie olewając robotę! A moim zadaniem jest poprawiać jej niedociągnięcia, nie usługiwanie we wszystkich możliwych sektorach! Kiedy próbowałam się do niej dodzwonić, miała już wyłączony telefon. Spojrzałam na zegarek, była 16.30, kwieciście wręcz! Szykując jako-taki obiad zastanawiałam się, czy ta robota jest warta świeczki. te projektantki od siedmiu boleści tylko nabazgrolą jakąś szmatę, której i tak nikt nie będzie nosił, a ja mam odwalać za nie kupę najgorszej pracy, czyli sprawienie żeby ta szmata była zdatna do produkcji... A w rzeczywistości robię wszystko dookoła. Piepszone egoistki. Siadając przy stole z talerzem, włączyłam radio. Leciał właśnie jakiś romantyczny kawałek, a ja czułam rosnące poirytowanie. W głębi duszy wiedziałam, że chodzi tu o samotność, której doświadczam pomimo mnóstwa ludzi, w których towarzystwie się obracam. Eh.
Odędzając czarne myśli, wzięłam się za przerabianie ciuchów. Większość wzorów była w zupełności pozbawiona realizmu. Kto widział kapelusz rzekomo plażowy, z dwoma kilogramami wiecheci na rondzie?! Czasami odnoszę wrażenie, że cały ten świat mody to jeden wielki pic na wodę, którym dowodzą sami idioci...
***
W wirze pracy zupełnie zapomniałam o spotkaniu. Za dwie wpół do dopiero łapałam taksówkę, po kolejnych pięciu byłam przed biurem. Przed drzwiami gabinetu Violet już ktoś czekał, nie widziałam sylwetki dokładnie, bo stał w półmroku. Posłałam owej postaci chłodny uśmiech i zaczęłam grzebać w palmie stojącej nieopodal. Musiało to wyglądać... tragicznie? ,,Kiedy tylko dostaniesz wypłatę, zwalniasz się u niej natychmiast!" - przyrzekłam sobie już któryś raz z rzędu. Teraz najważniejszy jest klient, i to, co będzie chciał zamówić... O ile nie zraził się już akcją z kluczami...<Jakiś człowieczek z niebanalnymi wymaganiami ciuchowymi? :'3>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz