niedziela, 1 marca 2015

Od Melloow

- C.holerny, j.ebany, p.opierdolony s.kurwysyn! - mruczałam wściekle pod nosem. Najpierw wypinam d.upę u tego popaprańca ze studia, potem dostaję marne dwie stówy, a na koniec mówi mi, że zdjęcia nie wyszły, i nie dostanę pieniędzy za ich publikację! Za te dwie stówy, to ja mogłam go kopnąć między nogi. Nie zrobiłam tego tylko dlatego, że obiecał polecić mnie innym. Na pewno to zrobi, świnia z mózgiem mniejszym niż u Barbie!
Ohydne, czarne szpilki wrzynały mi się w stopę. Już miałam zrzucić je jednym ruchem i iść na bosaka, ale zamiast tego sięgnęłam do kieszeni płaszcza i wyjęłam fajki. Czemu ja to robię? To wszystko? To chore i obrzydliwe. Pozowanie, papierosy, kluby.
- I tak nie dostaniesz się do elity - powiedziałam sama do siebie z głupim uśmieszkiem. Nawet jeśli nie, i tak będę do tego dążyć. Szłam szybko, na dworze było c.holernie zimno, a ja miałam tylko płaczsz i cienką bluzkę pod spodem. Mijałam masy ludzi. Każdy zajęty swoimi sprawami, nie zwracający uwagi na innych. Zatrzymałam się na chwilę. Ludzie potrącali mnie, rzucali spojrzenia spode łba. Przesunęłam się w cień i zamknęłam oczy, co było ryzykownym posunięciem. Coś jakby drgnęło w mojej duszy. Chciało się wydostać na zewnątrz. W pewnej chwili zaśmiałam się chrapliwie.
- Dzisiaj wieczorem musisz iść do klubu, bo nie starczy ci kasy na czynsz - szepnęłam do tego durnego sumienia. Rzuciłam tlacego się peta na ziemię i sięgnęłam po drugiego. Znów byłam częścią tej ohydnej masy przemierzającej ulice...
***
- Gdzie ty, k.urwa jesteś?! Brakuje nam tancerki! - wrzeszczał szefunio.
- Prawie jestem pod klubem, ja już... - próbowałam się bronić. Nie moja wina, że ta głupia kocica postanowiła urządzić sobie spacerek po parapetach apartamentów na dwudziestym piętrze!
- Jeśli nie zjawisz się za pięć sekund, potracę ci z wypłaty! I tak g.ówno robisz! - wyszczekał to i się rozłączył. Kolejny idiota. U kogo ja pracuję... Wślizgnęłam się do tłocznego pomieszczenia. Moje ,,koleżanki" po fachu już zaczęły pracę... ale one miały fory. One dawały d.upy, ja nie. Ledwo dobrnęłam do zaplecza.
- Wciskaj się w to! - powiedział grubas rzucając na ziemię nową sukienkę. Wystawiłam mu faka za plecami. Każda kolejna była coraz to krótsza. Ledwo co dałam radę się dopiać... Po chwili ruszyłam na scenę. Kolejna noc pracy przede mną...
***
5.00. Zmiana. Z ulgą przebrałam się w swoje ubrania. Mimo, że nie spóźniłam się, stary obciął mi stówkę. Miałam ochotę rozszarpać go na miejscu, uśmiechnęłam się jednak tylko sztucznie i gorąco podziękowałam. Nic nie mogłam mu zrobić, dobrze wiedział, że to moje jedyna stała praca. Kilku facetów szturchnęło mnie kiedy przechodziłam. Kilku roześmiało się. A ja nadal życzyłam szefowi, żeby smarzył się w piekielnych czeluściach. To on zabronił nam wychodzić tylnim wyjściem!
Prawie wywaliłam się, kiedy któryś z gości podłożył mi nogę. Szybkim krokiem wyszłam z tego znienawidzonego miejsca. Stanęłam przed wejściem i zaciągnęłam się głęboko.
- Prywatnie też tak pracujesz? - usłyszałam kpiący głos za swoimi plecami. Miałam ochotę krzyknąć krótkie ,,nie!", ale wyprostowałam się i obróciłam.

<Jakiś kpiący człowiek? ^-^>

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz