Nie mam zwierząt, bo najzwyczajniej w świecie nie mam czasu aby się nimi zajmować, dziś moja starsza sąsiadka się rozchorowała i poprosiła mnie abym wyprowadził jej sunię. No dobra z sąsiadem mogę w zgodzie żyć... Ona też wielokrotnie mi pomagała, podlewała kwiatki kiedy wyjeżdżałem w delegacje.
Po śniadaniu zabrałem psa i udałem się z nim do parku, pochodziłem trochę rozmyślając nad pewną inwestycją. W pewnym momencie spostrzegłem małego psa przywiązanego do słupka przy sklepie na ulicy na przeciwko.
Uśmiechnąłem się sam do siebie widząc jak maluch szarpie się ze smyczą, która uniemożliwia mu swobodne hasanie . Zerwanie się nie zajęło mu zbyt wiele czasu, a głupie szczenię już chwilę potem leciało w stronę parku.
Przebiegłem szybko przez ulice i wziąłem go na ręce, jak nic by go potrącili, ponieważ chwilę potem jakieś dupki grzały z przekroczoną prędkością.
- No i co ? Trzeba patrzeć na ulice. - westchnąłem kiedy psiak radośnie podgryzał moją dłoń.-Poczekamy na Twojego właściciela w parku.
Drogę powrotną odbyłem już po pasach, ponieważ ulica była dość ruchliwa.
Zwierzaki się dogadały i teraz zajmowały się sobą na wzajem a ja miałem chwilę, żeby odetchnąć.
Po upływie pięciu może dziesięciu minut podeszła do mnie jakaś kobieta, wyglądała na coś około dwudziestki. Wymieniliśmy kilka zdań i wiedziałem, że to ona jest właścicielką psa.
Stwierdziłem, że pora już wracać jednak widząc jej torbę z zakupami, dobre maniery wzięły górę.
- Może Ci pomóc ? - zaproponowałem.
< Kiciu ? >
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz