Mur dzielący dwa różne światy upadł. Ludzie zamożni wymieszali się z tymi biednymi wprowadzając niezłe zamieszanie. Cała ta sytuacja jednak nie wypłynęła jakoś szczególnie na moje życie. Wciąż mieszkam w opuszczonej ruderze przy cmentarzu, wciąż nie mam co jeść i w co się ubrać. Takie pojęcia są jednak obce dla tych bogatych snobów, bo u niech luksus jest codziennością, a coś takiego jak bieda jest dla nich po postu nie możliwe. Kiedyś okolice mojego domu były spokojne, teraz unosi się tu smród spalin, a o ciszy nawet nie ma mowy.
~~~~~
Przez nie duże, w części popękane okno wpadał niewielki promyczek słońca oświetlając moją twarz. Obudzona, otworzyłam oczy rozglądając się po pokoju, który swoją drogą był w najlepszym stanie ze wszystkich trzech w całym domu. Niechętnie zwlekłam się z łóżka i z zamiarem wzięcia prysznicu zawlokłam się do łazienki. Odkręcając wodę liczyłam na przyjemny ciepły strumień wody, zamiast tego jednak dostałam wodę polodowcową. Wyskoczyłam jak oparzona -właściwie ochłodzona - z wanny dopełniając całość bardzo głośnym okrzykiem:
-Choler.a!
Szczękając zębami wytarłam się i zarzuciłam na siebie swoje jedyne ubrania, które były jeszcze wilgotne gdyż musiałam je uprać żeby nie chodzić w brudnych szmatach.
Burczało mi w brzuchu jednak jak na złość lodówka akurat dzisiaj była pusta, a w portfelu nie miałam nawet na chleb.
Wyjrzałam na zewnątrz, nie bo zasłoniły szare chmury a w oddali było słychać pomrukiwanie burzy.
Zarzuciłam na siebie starą bluzę, wzięłam gitarę i ruszyłam na miasto w celu zdobycia drobnych na jedzenie.
Kidy wyszłam na główną uliczkę zakrztusiłam się smrodem spalin. Jakimś cudem na tak małej ulicy zrobił się ogromny korek. Przyśpieszyłam kroku aby zobaczyć co go spowodowało.
Kiedy byłam już wystarczająco blisko ujrzałam karetkę i ratowników medycznych wkładających nosze z ciałem owiniętym czarną folią. Na ziemi zostały krople krwi, które szybko zostały stare przez koła po woli ruszających aut.
~~~~~
Rozłożyłam czarny futerał na ziemi, a sama zaczęłam zastanawiać się co zagrać. Postawiłam na piosenkę o całkiem wesołej melodii, którą grać nauczyła mnie mama.
Po chwili usłyszałam brzdęk monet, uśmiechnęłam się do starszej kobiety, która postanowiła wspomóc przygotowanie mojego śniadania. Nie pograłam długo a poczułam krople deszczu na twarzy, spojrzałam w górę, coraz więcej kropel spadało na ziemię. Zebrałam swoje graty i szybkim krokiem ruszyłam do domu. Zaczęło lać.
Ten dzień zdecydowanie nie był moim dniem. W całym zgiełku ludzi uciekających przed deszczem jakiś facet potrącił mnie, a ja runęłam do kałuży.
Żeby nie zwracać na siebie uwagi mruknęłam jedynie coś do siebie. Po chwili jednak ujrzałam dłoń wyciągniętą w moją stronę. Skorzystałam z pomocy przechodnia.
-Dzięki - mruknęłam zbierając swoje rzeczy.
<Tajemniczy przechodniu?>
Zaklepuje sobie, Chris :3
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz