Kiedy się ocknęłam potrzebowałam dłuższej chwili aby uświadomić sobie co tak naprawdę miało przed chwilą miejsce. Moje próby przywrócenia jasności umysłu zostały uniemożliwione przez gołą, umięśnioną klatę mojego korepetytora. Cholernie urocze było to, że się zaniepokoił, a co za tym idzie ? On się o mnie martwi!
"Bo jesteś taką sierotą, że nawet z jego domu bez problemowo wyjść nie możesz." odrzuciłam pośpiesznie na bok nieproszoną myśl jednak niestety była to sama prawda.
- Em... naprawdę mi nic nie jest -wymamrotałam speszona.
- Nie bądź nie mądra. Przed chwilą urwał Ci się film, a Ty chcesz wyjść na dwór.-pokręcił z dezaprobatą głową.
- A co innego mam zrobić ?
- Odpocząć, poczekać aż będzie chłodniej.-wzruszył ramionami.
Oh, Lou ależ Ty nic nie czaisz. Mniejsze prawdopodobieństwo, iż znów się zawinę jest zdecydowanie tam na dole, na dworze z dala od Twojego apetycznego ciałka.
Prawda jest taka, że jaram się na marne, bo nie mam sobą zupełnie nic do zaoferowania. A z resztą taka niezła partia jako on na dziewięćdziesiąt dziewięć procent ma już partnerkę, przy czym aby trafić ten jeden procent trzeba mieć mega zarąbisty fart.
Na te wszystkie kłębiące się w mojej głowie myśli zrzedła mi mina, co nie uszło uwadze panu Idealnemu.
- Lilith ? Co się dzieje ?
-uhm... nieważne. - westchnęłam cichutko i opuściłam głowę.
- Hej... -podszedł i delikatnie uniósł mi podbródek zmuszając mnie tym samym do spojrzenia mu w oczy. - Melduj mi tutaj ino raz co się stało -rzucił żartobliwie.
- Jestem no cóż... beznadziejna - mój głos był cichszy od szeptu.
- Co za bzdury gadasz ? - nie ukrywał zdziwienia. - Jesteś...-zaczął.
- No, jaka jestem ? -wtraciłam.
< Lou? No jaka jest ta nasza Lilith? ^^ praszam za długość,.pisane z telefonu>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz