czwartek, 30 lipca 2015

Od Reece CD Chris'a

-Nie mam czasu.-mruknęłam. Z kasku trzymanego w dłoni wyjęłam rękawice i założyłam je. Podeszłam do mojego motocykla. Chłopak podszedł do mnie.
-To będzie tylko chwila.-zapewnił. Uśmiechnęłam się pod nosem, bo usłyszałam nie dający się z niczym pomylić dźwięk silnika KTM'a mojego brata. Pomarańczowy cross właśnie wjechał w ulicę, przy której znajdowała się kawiarnia.
-Czyżbyś nie słyszał, że nie mam czasu?-warknęłam. Johnny zatrzymał się przy mnie i zdjął kask. Zmierzył wzrokiem chłopaka stojącego przy mnie.
-No witam, moja droga. Jedziemy?
-Oczywiście.-odparłam uśmiechając się. Akurat teraz przyszło mu na czułość. Może to i lepiej, może ten natręt, który wylał na mnie kawę, się odczepi.-Na rancho?
-Tak.-założył kask z powrotem na głowę. Nieprzezroczyste gogle spojrzały na mnie wyczekująco. Ignorując stojącego przy mnie gościa założyłam kask na głowę, wyjęłam kluczyki, wsiadłam i odpaliłam. Wyjeżdżając z miejsca parkingowego. Podniosłam szybkę kasku.
-Nie do zobaczenia.-mruknęłam z wrednym uśmiechem, na powrót zasłoniłam szybkę i odjechałam mając przed oczami niezadowoloną minę tamtego chłopaka.
***
Do siebie wróciłam koło 23. Znowu nie było miejsca na wewnętrznym parkingu. Weszłam do kawalerki, zamknęłam drzwi na wszystkie zamki, odłożyłam kask i rękawice na szafkę. Zdjęłam buty i odwiesiłam kurtkę. Nucąc pod nosem Creep KoRn'u weszłam do łazienki. Zrobiłam sobie ciepłą kąpiel i w ręczniku przeszłam po piżamę. Przebrałam się i poszłam spać.
***
Kawiarnia była pusta, jak na tą godzinę. Prawdopodobnie ludzie dopiero zaczną się schodzić. Rozmawiałam z jednym z baristów, gdy zadźwięczał dzwoneczek zawieszony przy drzwiach. Automatycznie spojrzałam się w tamtą stronę i zobaczyłam kolegę, który wczoraj oblał mnie kawą. Zobaczył mnie, uśmiechnął się i pomachał. Był ubrany w, najprawdopodobniej, szyty na miarę garnitur z granatowym połyskiem, białą koszulę z klasycznym kentem i krawat w kolorze indygo. Ruchem ręki poprosiłam go do lady. Zawsze robimy tak, gdy jest mniej gości, kiedy jest ich więcej, chodzimy do stolików i zbieramy zamówienia. Sprężystym krokiem pewnego siebie człowieka podszedł do miejsca składania zamówień.
-Dzień dobry.-uśmiechnął się jeszcze szerzej.-Jak się dzisiaj czujemy?
-Znakomicie.-odparłam, powstrzymując się od parsknięcia śmiechem.-Zamówienie?
-Espresso doppio i muffin jagodowy. Proszę pamiętać, że moja propozycja nadal jest aktualna.-uśmiech nie schodził mu z twarzy.
-Jestem w pracy. A po pracy jestem zajęta.-odparłam, podałam należność, on zapłacił i odszedł do stolika. Powoli przybywali nowi klienci. Zaczęłam przygotowywać espresso, pamiętając o zrobieniu wymyślnego wzorka na jego powierzchni, gdy było gotowe, dołożyłam na spodek łyżeczkę, dwie paczuszki cukru brązowego, kieliszek z wodą, a do drugiej ręki wzięłam spodek z uprzednio położonym na nim muffinem i widelczykiem. Podeszłam do stolika, przy którym siedział odbiorca zamówienia, i położyłam je przed nim. Chłopak podniósł na mnie wzrok.
-Dziękuję.-powiedział. Spojrzał na kawę, uśmiechnął się bardzo szeroko i ponownie przeniósł na mnie wzrok. Również spojrzałam na jego kawę i zobaczyłam, co było jego powodem do uśmiechu. Na powierzchni pianki malowało się serduszko.
-To najpopularniejszy wzór, proszę nie mieć nadziei.-mruknęłam, a on tylko się zaśmiał.
-Tak w ogóle, Christopher Jones.-wstał, i zapinając marynarkę, wyciągnął do mnie dłoń.
-Reece Woodland.-również wyciągnęłam rękę. On ujął mą dłoń i pocałował jej wierzch. Poczułam na sobie wzrok klientów i mych współpracowników.
-Wracając, co z moją propozycją.
-Jak mówiłam, jestem teraz w pracy.
-A po pracy? Znowu przyjedzie kolega na motocyklu?
-To mój brat.-mruknęłam.-Dzisiaj nie przyjedzie. Ale mam inne plany.
-Tak? Na przykład jakie?
-Zakupy.
-Nie znajdziesz dla mnie czasu? Będzie mi niewymownie przykro.-zrobił odpowiednią minę. Zaczęłam się zastanawiać.
-Wiesz już o której kończę.-powiedziałam, a na jego twarzy odmalował się uśmiech tryumfu.-A teraz, pozwól, ale muszę wrócić do pracy.
Chris? Przepraszam, że takie krótkie, ale nie mam weny :(

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz