Z czasem w towarzystwie Blase'a czułam się coraz swobodniej, miałam wrażenie, że znamy się od bardzo, bardzo dawna. Nie plątałam się już tak bardzo we własnych słowach i na dodatek mimo różnicy wieku wcale się przy nim nie nudziłam. Zarówno on jak i ja potrafiliśmy trafić w swoje poczucie humoru.
- Będę miała jutro przechlapane - westchnęłam i skrzywiłam się na samą myśl jakie kazanie będzie na mnie czekać.
- Dlaczego? Przecież to nie Twoja wina.
- To mój ojciec... - przewróciłam oczyma - Muszę do niego zadzwonić.
- Zadzwoń do mamy. - zaproponował a mi mimowolnie zszedł z ust uśmiech.
- Mama nie żyje - wzruszyłam ramionami - Odeszła jak miałam pięć lat.
- Przepraszam, nie wiedziałem. - skrzywił się i widać było, że nie chciał mnie zasmucić - współczuje.
- Jest dobrze. Było minęło. - powiedziałam stanowczo. Najważniejsze to nie rozczulać się nad sobą. - Zadzwonię.
Jak oznajmiłam tak też zrobiłam. Nieco niepewnie wybrałam numer, a głos który był ewidentnie wkurzony - o ile to słowo w ogóle odpowiednio oddaje ten ton - odezwał się po drugim sygnale. Byłam niemalże pewna, że chłopak słyszy jak tata drze na mnie mordę, przez co zaszkliły mi się oczy. Już prawił mi gadkę, że pewnie poszłam z kimś do łóżka za jakieś marne grosze... wspominałam już że go nienawidzę ?
- Przykro mi ale muszę wracać... Zadzwonię po taksówkę.
- Czemu tak krzyczał ? - był wyraźnie zaniepokojony.
- Bo się martwi. - wyszeptałam nie będąc do końca pewna tego czego mówię.
Chłopak odprowadził mnie na dół , gdzie wspólnie czekaliśmy na taksówkę pogrążeni we własnych myślach, która miała zjawić się za dziesięć minut.
- Dziękuję Ci za wszystko - uśmiechnęłam się i stanęłam lekko na palcach żeby dać mu buziaka w polik. Miał być to zwykły gest jednak Blase, który się tego po prostu nie spodziewał odwrócił głowę w moją stronę i skończyło się tak, że cmoknęłam go w usta.
- Yyyy... - zatkało mnie, dosłownie a w brzuchu skręciło mi żołądek, dziwne nieznane mi uczucie, jednak w pewien sposób przyjemne. Czyżby to były te całe "motylki" ?
Podjeżdząjący samochód był jak zbawienie. Szybko się do niego wpakowałam, uciekając od niezręcznej sytuacji.
- Jeszcze raz dziękuję - krzyknęłam pośpiesznie nim zamknęłam drzwi i odjechałam.
O mamuńciu... czułam jak moja twarz płonie, a w szczególności usta... oparłam się o chłodną szybę, a myśli cały czas krążyły w okół zielonych oczu... Miałam tępą nadzieję, że go jeszcze zobaczę... chociaż to wątpliwa sprawa, bo przecież przed chwilą od niego uciekłam.
- Brawo Hope - syknęłam sama do siebie i starałam się zapomnieć... Mhm... na marne.
< Blase? Tak jakby wiesz gdzie chodzę do szkoły ^^ ♥ >
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz