Obudziło mnie szczekanie Breez, nie budzik. No tak przecież wczoraj było zakończenie roku akademickiego. Wakacje. Przynajmniej dla nie których. Przeciągnełam się i otworzyłam oczy. Biąły pies wiercił się koło łózka, z ociąganiem wstałam i otworzyłam mu drzwi na taras. Ruszyłam do łazienki pod prysznic. Po piętnastu minutach wyszłam z ręcznikiem na głowie. Na stoliku zabrzęczał mój iphone, wyświetlacz wskazywał Sashe, moją przyjaciółkę
- Gdzie jesteś?! - usłyszałam krzyk dziewczyny
- W domu? - powiedziałam nie pewnie
- Jak zwykle! Za dziesięć minut jest spotkanie z menagerem tej restauracji jest pełno ludzi więc jak chcesz mieć jakieś szanse to się nie spóźnij! - rozłączyła się
- Ku***! - przeklnęłam co rzadko mi się zdarzało, spotkanie do pracy jak mogłam zapomnieć. Wbiegłam do pokoju i zaczęłam wyciągać ubrania, zdecydowałąm się na krótkie spodenki, bluzkę i kurtkę
Wybiegłam z domu w stronę miejsca spotkania na szczęście było kilka ulic od mojego mieszkania więc nie miałam aż tak daleko.
- No jesteś w końcu - cmoknełam Sashe w policzek
- Trochę za bardzo wczoraj zabalowałam - zaśmiałąm się dźwięcznie do przyjaciółki - Ale jestem więc się rozchmurz - po chwili weszliśmy do środka, zapadła cisza a wszyscy wpatrywali się w mężczyznę
- Wszyscy, którzy przyszli dostają szansę, po tygodniu przyjmiemy kilka par - par? o co mu chodziło - Dobierzcie się w pary, chłopak z dziewczyną. W naszej restauracji do stolików podchodzi się parami ona przyjmuje zamówienie, on częstuje winem. Ona przynosi zamówione napoje, on dania na talerzach, jak to komuś nie odpowiada niech od razy wyjdzie - obejrzałam się i faktycznie kilka osób wyszło, chciało mi się śmiać, podeszłam do chłopaka po mojej prawej stronie, był wysoki i miał przenikliwe spojrzenie. Spojrzał na mnie ale nic nie powiedział
- Już się dobraliście? Każdy para podejdzie do stolika i odbierze umowę oraz wskazówki na którą godzinę ma przyjść, później przejdziecie po stroje - zrobił się harmider
- Jenny - wyciągnełam rękę w stronę chłopaka, spojrzał na mnie i uniósł brwi
- Lionell, będziemy razem pracować, mam nadzieję że się nie spóźniasz?
- Nie no coś ty - uśmiechnęłam się
- Jenny idę już tylko się znowu jutro nie spóźnij! - usłyszłam wołanie Sashy, dzięki, pomyślałam. Chłopak lekko się uśmiechnął, odwrócił się i ruszył kilka kroków na przód w kolejce.
Po niecałej godzinie stałam na zewnątrz, ze strojem pod pachą, paląc fajkę. Usłyszałam za sobą kroki
- Dasz się zaprosić na kawę?
- Z takim przystojniakiem zawsze - zaśmiałam się.
Lionell? Trochę weny mi zabrakło :<

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz