piątek, 26 czerwca 2015

Od Schulyer do: Blase'a

Ostatnio coś mnie naszło na długie spacery, więc wzięłam Lumię i ruszyłyśmy na miasto. Po drodze znów witano mnie ze sztucznymi uśmiechami, a ja jako że miałam dobry humor odpowiadałam życzliwie, raczej tak mi się wydawało. Centrum było strasznie zatłoczone, nie jestem pewna, ale wydaje mi się, że dziś są obchody jakiegoś święta, ale czy w takim razie nie powinni obchodzić go w gronie rodziny? Sama nie wiem, bo przecież tego typu rzeczy spędzałam sama, gdyż niańki miały wtedy wolne. Zamyślona nie zwróciłam uwagi jak daleko doszłam, było dość jasno żeby określić, iż prawdopodobnie znajduję się w jakimś parku. W tle na krwiście zielonej trawie siedział chłopak o blond włosach, a obok niego biegała jakaś kulka czarnego futra. Usiadłam na ławce i zapomniłam, że smycz Luminy została przed chwilą odpięta, a sama wilczyca nie posiadała na pysku kagańca, tak więc zwierzę korzystając z mojej nieuwagi popędziło w stronę włochatej biegającej kulki. Nie zdążyłam złapać jej szelek więc i ja musiałam za nią pobiec, jednakże wilczyca była szybsza i zanim dobiegłam kulka już uciekała od Luminy. Chłopak krzyczał imię kota, bo chyba tak można nazwać to futerko.
- Ambrozja! Ambrozja wracaj! - Skoro to moje zwierze goni jego kota to wypadałoby przeprosić.
- Jeny, przepraszam. Zapomniałam, że nie toleruje kotów. - Blondyn spojrzał na mnie i odparł.
- Jestem Blase. - Nie zwróciłam na to zbytniej uwagi, ale chłopak dodał.

Blase?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz