Nie byłam pewna czy dobrze robię, prawdą było to, że go nie znam... Ledwo co dowiedziałam się jak ma na imię, no ale cóż jak się działa pod wpływem impulsu to tak już bywa.Kręcić już nie będę, bo i tak wyszłam już na niezłą idiotkę... Żeby nie wiedzieć jak się ma na imię ? Niezłe Show, doprawdy.
Co ma być to będzie, nie ? Chłopak był nadzwyczaj pomocny i naprawdę miły, więc nie czułam się zagrożona, a na dodatek jego wygląd nie pozostawiał sobie nic ale to nic do życzenia. A poza tym moja noga bardzo bolała, musiałam ją uszkodzić przy upadku. Rzec można, że szczęście w nieszczęściu.
- Nie boisz się, że Cię okradnę czy coś ?
- Nie obraź się, ale w obecnej chwili nie sądzę abyś stanowiła najmniejsze zagrożenie. - uśmiechnął się pod nosem.
- Zdziwisz się. - prychnęłam.
- Wątpię. - teraz to nie wytrzymał i się zaśmiał. Naprawdę fajnie się śmiał, a ten jego zawadiacki uśmieszek sprawiał, że po plecach przebiegły mi dreszcze. To dziwne uczucie, nigdy czegoś takiego nie doświadczyłam, tym bardziej, że z nie znanych mi powodów średnio ciągnie mnie ku mężczyznom... może dlatego że Jasper jest jaki jest.
Jechaliśmy w milczeniu a ja łapałam się na tym, że bezczelnie się na niego gapię. Jak tato się dowie, że nie byłam w szkolę to będę miała problem, poważny problem... Ale na chwile obecną mam to w nosie.
- Po co właściwie to robisz? - zagadnęłam bo ta myśl nie dawała mi spokoju od pewnego czasu. Po co? Na pewno ma masę innych ważnych rzeczy do zrobienia niż ratowanie zbuntowanych nastolatek...
< Blase ? ^^ >
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz