- Dziękuję - mruknęłam cicho. Nie przywykłam do otrzymywania pomocy od obcych ludzi. Przyjrzałam się dokładniej dziewczynie, która mi pomogła. Była bardzo zadbana i w sumie nieco przypominała mi moją matkę. Miała te same zimne oczy mówiące "nie mam dla ciebie czasu biedaku". Nie odpowiedziała tylko uśmiechnęła się wyniośle. Wezbrała się we mnie fala złości. Nie wiem dlaczego - tak po prostu. Zacisnęłam dłonie w pięści, a wzrok wbiłam w chodnik. Chciałam odejść, ale czułam, że coś mnie zmusza do stania tam. Usłyszałam za sobą jakiś hałas. Odwróciłam się. To te żule próbowały do nas podejść, ale tak się zataczały, że raczej średnio im to wychodziło.
- Lepiej stąd idź - syknęła mi dziewczyna do ucha i zaczęła jak gdyby nigdy nic iść przed siebie. Chwilę stałam i wpatrywałam się w jej plecy, po chwili jednak ją dogoniłam.
Schulyer?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz