Wieczorem, jak zawsze pokłóciłam się z ojcem, jak zawsze niemalże doprowadził mnie do łez mówiąc jak to zrujnowałam mu życie i jak to przeze mnie musi odmawiać sobie wielu przyjemności bo najzwyczajniej w świecie moje utrzymanie zbyt wiele kosztuje, gówno prawda złamanego grosza nawet mi nie dał. Nie cierpię go! NIENAWIDZĘ !
Na dobrą sprawę od małego mam do niego dystans, nie ufam mu... coś musiało kiedyś się stać jak byłam malutka, że nie ufam własnemu ojcu, a ja za nic w świecie nie mogę sobie przypomnieć co takiego miało miejsce... Tak bardzo brakuje mi mamy, szczerze to już prawie jej nie pamiętam. Pozostało mi po niej mgliste wspomnienie i wisiorek z małym szmaragdem, który zarówno mnie jak i jej podkreślał kolor oczu. Jak teraz patrzę na zdjęcia to sądzę, że jestem do niej podobna... wolałabym, żeby to on zmarł, a nie mama.
Rano znów musiałam sama iść do szkoły, pieszo kilka ładnych kilometrów, no bo przecież po co mnie odwieźć bądź najzwyczajniej w świecie zadzwonić po taksówkę. Ojciec wybudował się na takim zadupiu, że nawet nie jeździ tu żaden autobus...
Zdenerwowana na cały Boży świat szłam przed siebie ze słuchawkami w uszach, a w myślach klęłam na mojego rodziciela. Po około pięćdziesięciu minutach byłam niedaleko budy. Już miałam przejść przez ulicę kiedy jakiś rozpędzony dupek na motorze o mały włos mnie nie potrącił. Od razu odskoczyłam i wylądowałam tyłkiem na ziemi. No znakomicie ten dzień nie może być lepszy.
- Uważaj jak jeździsz baranie ! - krzyknęłam za nim i przeczesałam ręką włosy.
Powoli podniosłam się i przetarłam zdarte nadgarstki.
- Ej, nic Ci nie jest? - usłyszałam męski głos dobiegający zza moich pleców.
- Nie Twój interes - mruknęłam nawet się nie odwracając.
- Chcę tylko pomóc. - westchnął, a ja spojrzałam na niego przez ramię.
Cholera przystojny... bardzo przystojny. Tak pomóż mi, pomóż... Przyłożyłam dwa palce do skroni i sprowadziłam swoje niepokojące myśli z powrotem na ziemię. Widzę kolesia pierwszy raz na oczy i prawdopodobnie nie zobaczę go już więcej, a bezsensownie się nakręcam...
< Blase? >
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz