Nie ukrywam, iż miałem nadzieję, że dziewczyna się zdecyduje i do mnie zadzwoni. Z tańców dla mężczyzn jest o krok do prostytucji... Stop, stop, stop nawet nie zagłębiaj się myślami w te tematy. Szybko wróciłem na ziemię i maszerując w kierunku domu analizowałem następny projekt, który mam do zrobienia. To cholernie niewdzięczna praca i szczerze mówiąc gdyby nie to, że właściciel firmy jest w podeszłym wieku, a ufa mi bezgranicznie to bym nie grzał tam miejsca. Wiele znacznie korzystniejszych ofert przeleciało mi przed nosem.
Jednak patrząc przyszłościowo to właśnie ten interes może okazać się najbardziej dochodowy o ile moja intuicja mnie nie zawiedzie. Z moim życiowym doświadczeniem tylko na niej mogę polegać.
Po około piętnastu minutach byłem pod moim mieszkaniem w tej obskurnej kamienicy...
- Jeszcze trochę, a walniesz sobie taką chatę, że będą mogli Ci tylko pozazdrościć. - mruknąłem sam do siebie kiedy przechodziłem obok żula śpiącego na klatce.
Pokręciłem głową, gdyż owy osobnik przed śmiercią swojej żony był bardzo szanowanym i ułożonym przedsiębiorcą. Jest on idealnym przykładem na to jak w jednej chwili można stracić wszystko łącznie z własną godnością.
To on umożliwił mi postawienie pierwszego kroku ku samodzielności i walki o lepsze jutro poprzez załatwienie mi tego lokum. Również dzięki niemu uwierzyłem w siebie...Za to wszystko jestem mu bardzo wdzięczny. Obcy człowiek zrobił dla mnie znacznie więcej niż rodzina, zabawne, nieprawdaż?
Zastanawiajacy może być fakt, że skoro mu tyle zawdzięczam to dlaczego nie zrobię nic by teraz sie zrewanżować?
Ano sprawa jest krótka i prosta... W nałóg popadł z dnia na dzień, w sumie pierw chlał w domu więc nikt nawet o tym nie wiedział. Z czasem wszystkie jego hamulce puściły i robił to już publiczne. Jasne, że starałem mu się pomóc jednak kiedy zabrałem mu cały alkohol i pod pretekstem "wyprawy na piwko" zabrałem do AA, niesamowicie się wściekł. Zerwał ze mną wszelki kontakt. Nie mogłem bezczynnie patrzeć jak sam się zabija kiedy poinformowałem funkcjonariuszy policji ci zabrali go na odwyk.
Wiadomo on z niego uciekł i narąbany w cztery dupy przylazł do mojego domu z nożem grożąc, że jeśli raz jeszcze wpierdole się w jego życie to czeka mnie bolesna śmierć. Od tamtej pory nabrałem do sprawy dystansu a widząc jego pełen nienawiści wzrok upewniałem się jedynie, że nie był to żart.
***
Zbliżała się pora kolacji, byłem już po wieczornych ćwiczeniach, które były nieodłączną częścią mojego planu dnia. Zabrałem się za przygotowanie posiłku kiedy zadzwonił mój telefon. Odebrałem go po drugim sygnale jak robiłem ro zawsze. Na wyświetlaczu pojawił się jakiś obcy numer.
- Jones. Słucham? - słowa te wypowiedziałem zawodowym tonem.
- Eemm... hej, to ja... - niepewny kobiecy głos brzmiał mi bardzo znajomo.- Ymm.. miałam zadzwonić jak się zdecyduję. A więc twoja propozycja jest ok.
- Dzięki za łaskę - rzuciłem sarkastycznie ale niemalże od razu się za to skarciłem. Sam wtrąciłem się w jej egzystencję.- To znaczy jasne. Zaczynasz od jutra. 6:30 w pracy...
-Tak wcześnie ?
-A właściwie to 6:10 masz zejść na dół, pójdziemy razem.
-A to niby czemu ? -oburzyła się tancereczka.
-Wolę abyś na dzień dobry nie zrobiła kiepskiego wrażenia. - odparłem cierpko.
- Nie jestem małym dzieckiem!
- Ależ owszem jesteś. 6:10. Zjadłaś kolację ?
- A może jeszcze mnie zapytasz jaki kolor bielizny mam dziś na sobie? - rzuciła ironicznie.
- Bardzo zabawne, doprawdy. Jedz. Musisz jeść.- mój ton był zdecydowany i stanowczy.
- Ja pierdole, jesteś taki władczy ! Nawet się nie znamy.
- Po pierwsze to że Ty nie znasz mnie nie znaczy, że ja nie znam Ciebie. A po drugie nawet nie wiesz jak bardzo. - wycedziłem i kiedy zdałem sobie sprawę, że powiedziałem ciut za dużo, postanowiłem odwrócić jej uwagę od moich słów.- Zjedz. Jutro 6:10. Nie później. Dobranoc.
Rozłączyłem się, a na mojej buzi pojawił się głupi uśmieszek. Podobało mi się to, że dziewczyna się posłuchała i zadzwoniła w sprawie roboty. Do mojego szczęścia przyczyniło sie również to, że przez cały dzień będę mógł mieć nad nią kontrolę.
Christopher ziemia.
Dobra teraz czas załatwić formalności. Wybrałem kontakt do mojego szefa.
- Roger, słuchaj potrzebuje żebyś zatrudnił u nas jedną dziewczynę. Tak, tak wiem, że mamy pełen skład. To ważne... Bardzo. Możesz potrącać z mojej pensji. Sądzisz, że da się załatwić? Super, dzięki. Jutro. 6:30.
Po krótkiej ale konkretnej konwersacji wszystko było załatwione, również to, że tak naprawdę nie mamy miejsca pozostało tajemnicą.
Jednak patrząc przyszłościowo to właśnie ten interes może okazać się najbardziej dochodowy o ile moja intuicja mnie nie zawiedzie. Z moim życiowym doświadczeniem tylko na niej mogę polegać.
Po około piętnastu minutach byłem pod moim mieszkaniem w tej obskurnej kamienicy...
- Jeszcze trochę, a walniesz sobie taką chatę, że będą mogli Ci tylko pozazdrościć. - mruknąłem sam do siebie kiedy przechodziłem obok żula śpiącego na klatce.
Pokręciłem głową, gdyż owy osobnik przed śmiercią swojej żony był bardzo szanowanym i ułożonym przedsiębiorcą. Jest on idealnym przykładem na to jak w jednej chwili można stracić wszystko łącznie z własną godnością.
To on umożliwił mi postawienie pierwszego kroku ku samodzielności i walki o lepsze jutro poprzez załatwienie mi tego lokum. Również dzięki niemu uwierzyłem w siebie...Za to wszystko jestem mu bardzo wdzięczny. Obcy człowiek zrobił dla mnie znacznie więcej niż rodzina, zabawne, nieprawdaż?
Zastanawiajacy może być fakt, że skoro mu tyle zawdzięczam to dlaczego nie zrobię nic by teraz sie zrewanżować?
Ano sprawa jest krótka i prosta... W nałóg popadł z dnia na dzień, w sumie pierw chlał w domu więc nikt nawet o tym nie wiedział. Z czasem wszystkie jego hamulce puściły i robił to już publiczne. Jasne, że starałem mu się pomóc jednak kiedy zabrałem mu cały alkohol i pod pretekstem "wyprawy na piwko" zabrałem do AA, niesamowicie się wściekł. Zerwał ze mną wszelki kontakt. Nie mogłem bezczynnie patrzeć jak sam się zabija kiedy poinformowałem funkcjonariuszy policji ci zabrali go na odwyk.
Wiadomo on z niego uciekł i narąbany w cztery dupy przylazł do mojego domu z nożem grożąc, że jeśli raz jeszcze wpierdole się w jego życie to czeka mnie bolesna śmierć. Od tamtej pory nabrałem do sprawy dystansu a widząc jego pełen nienawiści wzrok upewniałem się jedynie, że nie był to żart.
***
Zbliżała się pora kolacji, byłem już po wieczornych ćwiczeniach, które były nieodłączną częścią mojego planu dnia. Zabrałem się za przygotowanie posiłku kiedy zadzwonił mój telefon. Odebrałem go po drugim sygnale jak robiłem ro zawsze. Na wyświetlaczu pojawił się jakiś obcy numer.
- Jones. Słucham? - słowa te wypowiedziałem zawodowym tonem.
- Eemm... hej, to ja... - niepewny kobiecy głos brzmiał mi bardzo znajomo.- Ymm.. miałam zadzwonić jak się zdecyduję. A więc twoja propozycja jest ok.
- Dzięki za łaskę - rzuciłem sarkastycznie ale niemalże od razu się za to skarciłem. Sam wtrąciłem się w jej egzystencję.- To znaczy jasne. Zaczynasz od jutra. 6:30 w pracy...
-Tak wcześnie ?
-A właściwie to 6:10 masz zejść na dół, pójdziemy razem.
-A to niby czemu ? -oburzyła się tancereczka.
-Wolę abyś na dzień dobry nie zrobiła kiepskiego wrażenia. - odparłem cierpko.
- Nie jestem małym dzieckiem!
- Ależ owszem jesteś. 6:10. Zjadłaś kolację ?
- A może jeszcze mnie zapytasz jaki kolor bielizny mam dziś na sobie? - rzuciła ironicznie.
- Bardzo zabawne, doprawdy. Jedz. Musisz jeść.- mój ton był zdecydowany i stanowczy.
- Ja pierdole, jesteś taki władczy ! Nawet się nie znamy.
- Po pierwsze to że Ty nie znasz mnie nie znaczy, że ja nie znam Ciebie. A po drugie nawet nie wiesz jak bardzo. - wycedziłem i kiedy zdałem sobie sprawę, że powiedziałem ciut za dużo, postanowiłem odwrócić jej uwagę od moich słów.- Zjedz. Jutro 6:10. Nie później. Dobranoc.
Rozłączyłem się, a na mojej buzi pojawił się głupi uśmieszek. Podobało mi się to, że dziewczyna się posłuchała i zadzwoniła w sprawie roboty. Do mojego szczęścia przyczyniło sie również to, że przez cały dzień będę mógł mieć nad nią kontrolę.
Christopher ziemia.
Dobra teraz czas załatwić formalności. Wybrałem kontakt do mojego szefa.
- Roger, słuchaj potrzebuje żebyś zatrudnił u nas jedną dziewczynę. Tak, tak wiem, że mamy pełen skład. To ważne... Bardzo. Możesz potrącać z mojej pensji. Sądzisz, że da się załatwić? Super, dzięki. Jutro. 6:30.
Po krótkiej ale konkretnej konwersacji wszystko było załatwione, również to, że tak naprawdę nie mamy miejsca pozostało tajemnicą.
***
Wstałem o trzeciej rano i przygotowałem dla niej śniadanie- sałatkę- bo jak podejrzewałem sama z siebie nic nie zje. Następnie udałem się na poranne bieganie do lasu. Po powrocie sam się posiliłem, wymyłem i przyodziałem w garnitur.6:05 byłem na miejscu. Dziewczyna pojawiła się o 6:11, za co porządnie ją zbeształem. Nie interesuje mnie że to tylko jedna minutka.
- Jadłaś ? - zapytałem a dziewczyna jedynie opuściła wzrok.- Tak też myślałem. Masz. - podałem jej pudełko, z przygotowanym przeze mnie daniem. - Jutro ubierz na siebie ciut dłuższą kreację. Najlepiej za kolana, ludzie przychodzą tu kupić biżuterię a nie oglądać nogi ekspedientek. - mówiłem formalnie jak do pracownicy zmierzając w kierunku sklepu.
<Melloow? Ależ proszę :3 chciałaś spróbować tej posady ? Załatwione ! pamiętaj masz jeść ! xd sorry za błędy ale pisze z telefonu ._.>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz