Dzień zapowiadał się całkiem dobrze. Ładna pogoda tym bardziej zachęcała do spędzenia czasu na świeżym powietrzu. Zmęczony po treningu postanowiłem przejść się po parku blisko hali sportowej. Stałem na środku parku i sam nie wiem na co czekałem . Niestety mój spokój przerwało uderzenie piłką tenisową. Odwróciłem się i zanim zdążyłem cokolwiek zrobić skoczył na mnie wielki, czarny rottweiler. Upadłem tam, że to on był na mnie, a ja próbowałem go nieskutecznie zrzucić.
- Złaź ze mnie grubasie !- krzyczałem sam nie wiem po co.
- Exile! Do nogi! - krzyknął jakiś głos, a pies szybko ze mnie zlazł i podbiegł do czarnowłosej, smukłej dziewczyny.
Wstałem , otrzepałem się z brudu i zarzuciłem leżącą obok torbę na ramię. - Nie umiesz nie celować w ludzi tą cholerną piłką?! - wydarłem się na dziewczynę. - Szkoda,że nie zabił mnie ten pies. Pewnie byś się śmiała jak teraz - krzyknąłem jeszcze głośniej.
- Marceline jestem . - podała mi rękę.
- Tom. - uśmiechnąłem się mimowolnie i podałem rękę do uścisku.
- Wiesz jak zabawnie wyglądasz jak się denerwujesz? - zaśmiała się , a ja zrobiłem się czerwony jak burak.
- Domyślam się - odparłem .
- Chcesz się ze mną przejść? - zaproponowała dziewczyna. - W sumie.,, nie mam nic lepszego do roboty.
(Marceline? ^^)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz