środa, 4 marca 2015

Od Marceline c.d: Tom

Chłopak zgodził się po chwili, a ja założyłam rozradowanemu psu kaganiec, co trwało dłuższą chwilę, gdyż podniecony obecnością innej osoby Exile, ruszał niespokojnie głową na wszystkie strony. Dopiero po chwili zorientowałam się, że Tom to urodzony gigant. Na oko był ode mnie wyższy o jakieś 30 lub 40 centymetrów. Kurde... Zapomniałam, że jestem mega niskiego wzrostu, przez co poczerwieniałam całkowicie. Psie ciało Exile wepchnęło się miedzy nas, jakby chciało zwrócić na siebie uwagę.
- Chyba się nie gniewasz, że mój pies ubrudził ci troszkę bluzę - spojrzałam na jego szarą bluzę, widząc duże ślady łap i plamy błota.- Troszkę... Jak mi ją dasz to ci ją upiorę.
Tom uśmiechnął się lekko, po czym odpowiedział:
- Nic się nie dzieje, to tylko ubranie. Nie żartuj.
Czy tylko ja mam wrażenie, że nie pokazuję się z najlepszej strony? Zapewne jest to spowodowane moim kompleksem niższości, który coraz bardziej daje mi się we znaki.
Znaleźliśmy się niedaleko dużego stawu gdzie biegały wesoło dzieci, rzucając chleb kaczkom, pod czujnym okiem opiekunów. Szarpnęłam smyczą, by Exile szedł bardziej przy mojej nodze, Tom spojrzał na mnie zagadkowym wzrokiem.
- Niektórzy ludzie nie życzą sobie widzieć takiego "niebezpiecznego" psa w pobliżu swoich dzieci.
- Wątpię iż twój pies faktycznie jest niebezpieczny - odparł po chwili.
- Tak ja też - uśmiechnęłam się.- Ale nie chcę mieć problemów z powodu Exile'a. On też nie lubi jak na niego krzyczą.
Opowiedziałam chłopakowi trochę o sobie, on także podzielił się tymi wiadomościami ze mną. Przeszliśmy przez cały park, a kiedy na mojej komórce ukazała się godzina trzynasta jedenaście, zatrzymałam się przy drodze prowadzącej przez mały lasek.
- Jeżeli te plamy się nie spiorą, to załatwię ci nową bluzę. Tylko dzwoń - podałam mu karteczkę z moim numerem telefonu, miałam ją dać bratu, ale co tam... Raz się żyje!
Coś czuję, że nie umiem rozmawiać z ludźmi, rozmowa od początku się nie kleiła. Jestem pechem. Chodzącym pechem.

Tom? Wybacz, że krótkie :3

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz