sobota, 9 maja 2015

Od Octavii CD Lionka

Młodzi parę sekund gapili się na scenę, która rozgrywała się na ich łóżku poczym odwrócili się na pięcie i wyszli z pokoju. Zaczęliśmy się pospiesznie ubierać a całe podniecenie na moment prysło. Gdy byliśmy już odziani, to jest ja założyłam bieliznę, sukienkę i buty, a Lionell założył bokserki, spodnie, narzucił na siebie koszule nawet jej nie zapinając i włożył buty wyszliśmy z pokoju chwiejnym krokiem i rozejrzeliśmy się. Młodej pary nie było w zasięgu wzroku. Może to i lepiej. Złapałam Liona za rękę i pociągnęłam go za sobą.
-Pamiętasz jaki mieliśmy pokój?-wybełkotałam.
-Nieee... Jak niby mam to pamiętać?
-I co my teraz zrobimy..?-mruknęłam.
-Nie wiem...
-Mam pomysł!-krzyknęłam i zaczęłam ciągnąć Liona w przeciwnym kierunku niż do tej pory. Nie zadawał pytań, poza tyn sama nie wiedziałam, czy bym na nie odpowiedziała. Wyszliśmy z hotelu tylnym wyjściem, które prowadziło do wielkich ogrodów, a z nich dało się przejść na plażę. I tam właśnie poszliśmy. Zdjeliśmy buty i trzymając się za ręce chwiejnym krokiem szliśmy brzegiem oceanu, czasami wchodząc na klify i schodząc z nich nieuczęszczanymi zwykle dróżkami. Doszliśmy tak do ślicznej zatoczki otoczonej wysokimi klifami. Miała ona szeroką plażę i wyglądała jakby dawno nikt tam nie zaglądał, bo po prostu nie mógł znaleźć tego miejsca. Księżyc odbijał się we wodzie... Słowem, było tam magicznie.
Usiadłam na piasku pod samyn klifem, a Lion spoczął obok mnie.
-Pięknie tu, nie?-mruknęłam.
-No.-odparł. Zaczął całować mnie po szyi. Wstałam, otrzepałam się i sięgnęłam rękami do pleców, by rozpiąć zamek sukienki. W końcu udała mi się ta czynność, sukienka wylądowała na butach, obok Liona.
-Co Ty robisz...?-spytał niezbyt obecny Lion. Zaczęłam iść w stronę oceanu i rozpinać stanik. Kiedy go zdjęłam rzuciłam go na piasek. Następnie majtki. Wesoła i naga biegam w stronę oceanu. Kąpiel nocą w oceanie? Nago? Ależ owszem, czemu nie. Oj, ilość wypitego alkoholu czasami robi swoje...
Nie odwracałam się do Liona, tylko od razu zanurzyłam się w cieplutkiej wodzie. Po chwili mój ukochany dołączył do mnie.
Po kąpieli wyszliśmy spowrotem na plażę. Założyliśmy bieliznę i ułożylismy się pod klifem. Byliśmy daleko od hotelu, poza tym było już chyba nad ranem, więc po prostu zasnęliśmy.
***
Gdy się obudziliśmy słońce było już dosyć wysoko na niebie. Południa nie było, to na pewno, ale może było coś koło dziesiątej. Towarzyszący mi i zapewne także Lionowi łupiący ból głowy nie dawał żyć, ale jakoś się ogarneliśmy i ruszyliśmy w drogę do hotelu. Na śniadanie pewnie nie zdążymy więc będziemy musieli czekać do obiadu. W którymś momencie Lion zaczął szukać czegoś po kieszeniach. Po chwili z lewej kieszeni spodni wyciągnął... Kartę do naszego pokoju! Zaczęłam się niemożliwie głośno śmiać.
-Brawo my.-wykrztusiłam w końcu. Lion pocałował mnie w czubek głowy. W końcu doszliśmy do hotelu i odnaleźliśmy nasz pokój. Wzięłam kosmetyczkę, ręcznik i szybko weszłam do łazienki. Po krótkim prysznicu wyszłam zawinięta w ręcznik i klękając przy walizce zaczęłam szukać w niej czystej bielizny i kolorowej, zwiewnej sukienki na dziś. Lion wszedł do łazienki, a ja zaczęłam się przebierać. Wysuszyłam też włosy i zaczęłam się malować.
Po chwili wyszedł Lion. Miał tylko ręcznik na biodrach. Podszedł do mnie od tyłu i wplótł w palce w moje włosy.
-Octavia...-mruknął
-Tak?
-O której będzie obiad?
-Oj, pytasz mnie o takie błache rzeczy... Myślałam, że to coś ważnego.-sięgnęłam po kartkę z rozpiską poszczególnych pór posiłków itp, daną do każdego z pokoi, w których zamieszkali goście weselni, i podałam ją mu.
-Ale chodzi mi o coś ważnego.-odparł bardzo sugestywnym tonem.-Obiad o 12.30... A jest jedenasta. Mamy więc dla siebie troszkę czasu.-wymruczał. Skończyłam się malować i obróciłam się do niego. Wstałam i zarzuciłam mu ręce na szyję lekko "smyrając" go opuszkami palców po karku.
-Co chcesz przez to powiedzieć..?-spytałam z lekkim uśmiechem.
-Już Ty dobrze wiesz, o co mi chodzi...-zaśmiał się. Zetknął swoje czoło z moim, a potem połączył nasze wargi w gorącym pocałunku.
Do obiadu mieliśmy czas dla siebie.
***
Udało mi się namówić Liona, żeby założył jakąś zwykłą koszulę na guziki i jeansy, przecież dzisiaj tylko poprawiny. Sama miałam zwiewną lekką sukienkę i sandałki rzymianki.
Poszliśmy na obiad do głównej sali, tam, gdzie wczoraj było wesele. Zjedliśmy, podziękowaliśmy i wyszliśmy z sali, bo nie chciało się nam tam siedzieć.
-Chce Ci się iśc na te całe poprawiny? Tańczyć i takie tam...?-spytał Lion, gdy szliśmy hotelowym korytarzem trzymając się za ręce.
-Szczerze? Niezbyt. Wolałabym pójść gdzieś z Tobą, na przykład na plażę albo na miasto...
-Myślę, że to dobry pomysł.-zaśmiał się cicho.
I poszliśmy na miasto. Przed podróżą wymieniliśmy trochę kasy na miejscową walutę, więc mogliśmy się bawić. Jakoś nie cisnęło mnie w środku, że wydaję hajsy, a na tych calych poprawinach mielibyśmy te wszystkie egzotyczne drinki i miejscowe przysmaki za darmo... Ale tutaj, na mieście, w barwnym towarzystwie wszystko wydawało się trzy razy bardziej wyjątkowe, wesołe i w ogóle lepsze, niż to wyrafinowane towarzystwo...
Chodząc po straganach na miejscowym targu wyszperałam kilka świetnych rzeczy, przykładowo śliczną sukienkę w kwiaty, jedwabny szal, piękną bizuterię i świetne czerwone szpilki. Te ostatnie zaoferował mi prawie za darmo miłej powierzchowności pan, który przedstawił się jako Abadu Mether, szczęście, umiał mówić po angielsku, więc szło się z nim dogadać. Skusiłam się na nie, bo zaoferowal mi je w bardzo niskiej cenie. A tak naprawdę, to wygrałam je u tego pana w konkursie. Wpisowe to było małe, a nagrody były fajne, np. walizki, torebki i buty. Mimo głosu sprzeciwu, jakim był Lion, zapisałam się, tj. załaciłam, podałam moje imię, nazwisko oraz to, skąd jestem. Gdy już coś wygram miałam się zgłosić z tą nagrodą do człowieka, który będzie czekac na mnie na lotnisku, a wtedy miałam dostać coś jeszcze, jakąś niespodziankę.. Następne zakręciłam kołem fortuny, na którym były oznaczenia znane zapewnie tylko panu Abadu. Gdy wskaźnik koła zatrzymał się na żółtym polu gość sięgnął pod ladę i wyjął z tamtąd świetne czerwone szpilki w oryginalnym pudełku. Podał mi je z uśmiechem, pozwolił przymierzyć (pasowały jak ulał) i życzył miłego dnia.
-Wiesz, nie podobał mi się ten facet...-mruknął Lion, gdy odeszliśmy. Kierowaliśmy się już do hotelu, ponieważ całe popołudnie spędziliśmy włócząc się po mieście, a teraz zaczynało już zmierzchać.
Poszliśmy więc do naszego pokoju, nie udaliśmy się nawet na kolację. Lion legnął na łóżku, a ja usiadłam na jego brzegu i zaczęłam ponownie przymierzać wygrane przeze mnie buty. Były super. Zdjęłam je i już miałam odłożyć do pudełka, ale zobaczyłam, że odkleja się podeszwa pod platformą. Odciągnęłam ją bardziej, a wtedy ze środka wypadły dwa foliowe woreczki z białym proszkiem. Zaskoczona upuściłam but i zaklęłam. Lion otworzył oczy i usiadł na łóżku. Spojrzał na mnie, na to co leżało na podłodze i zmarszczył brwi w niemym pytaniu.
-Zobaczyłam, że rozkleja mi się but, zaczęłam skubać tą podeszwę i wtedy to wypadło ze środka.-powiedziałam. Miałam lekko roztrzęsiony głos, ponieważ wyobraziłam sobie co by było, gdyby wykryto to na lotnisku.-W drugim też pewnie to jest...
Lion przytulił mnie i szepnął, żebym była spokojna. Poszedł do naszych walizek, wyjął z niej torebkę foliową i łapiąc przez nią buty i to, co z nich wypadło włożył je do pudełka.
-Musimy iśc z tym jutro na policję.-powiedziałam.
-I co im powiesz? Ten gość pewnie w ogóle się tak nie nazywał i nigdy więcej już się tu nie pojawi.
-Przecież tego tu nie zostawię, w recepcji pewnie mają listę zakwaterowanych gości, przykładowo w razie zepsucia czegoś...
W końcu zdecydowaliśmy, że jutro po śniadaniu poszukamy komisariatu i jakoś przedstawimy całą sprawę.
Cała spięta poszłam do łazienki. Wzięłam prysznic, ubrałam koszulę nocną, umyłam zęby i przeszłam spowrotem do pokoju. Usiadłam na łóżku, spojrzałam na pudełko z butami i westchnęłam głośno. Lion poszedł się myć, a ja położyłam się na plecach na łóżku. Nie włączałam TV, bo i tak nic nie dałoby się zrozumieć. Po dłuższej chwili Lion wyszedł z łazienki, w swoim tradycyjnym stroju do spania, czyli po prostu bokserkach. Położył się przy mnie.
-Nie martw się.-szepnął.-Jeśli wszystko opowiesz na policji, to będzie dobrze...
-Mam nadzieję.-mruknęłam i przytuliłam się do niego.
***
Następnego dnia zrobiliśmy tak, jak postanowiliśmy wcześniej. Zjedliśmy śniadanie, wróciliśmy do pokoju po pudełko i poszliśmy szukać komisariatu.
W końcu go znaleźliśmy. Weszliśmy więc do środka i pytając się funkcjonariuszy trafiliśmy do odpowiedniego pokoju. Siedział tam około 40-letni policjant. Spojrzał na nas znad okularów. Postawiłam pudełko na biurku.
-My... Przyszliśmy z butami.-powiedziałam po angielsku. Z pobłażliwym uśmiechem mężczyzna sięgnął do pudełka, otworzył je i zamarł. Wyraz jego twarzy diametralnie się zmienił. Otworzył szufladę biurka, wyjął z niej rękawiczki jednorazowe, założył je i wziął w palce jeden z foliowych woreczków. Chwilę przyglądał się pakuneczkowki, odłożył go, spojrzał na nas i sięgnął po słuchawkę telefonu stacjonarnego.
I co teraz, Lionku? Wybrniemy z tego?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz