Lion wyszedł. Zamknęłam za nim drzwi, oparłam się plecami o nie i zamknęłam oczy. W moim mózgu rozgrywała się istna bitwa. ~Daj sobie spokój, on nie jest dla Ciebie. Będziesz tylko jego następną zdobyczą. ~Dlaczego miałoby tak być? ~A co? Ślepa? Nie widzisz jaki on jest? ~Widzę. Jest cholernie pociągający. ~Opanuj się, znasz go tyllo dwa dni! ~Jakoś Arielka zakochała się od pierwszego wejrzenia i jej bylo dobrze. ~Nie jesteś pieprzoną Arielką! Poza tym na początku nie chciałaś nawet na niego patrzeć. ~No to co. ~To kolejny głupi, bezwstydny dupek, który zostawi Cię i się Tobą nie przejmie. ~Hope is... ~Daj spokój! ~Hope is the real magic, child.
Jako tako zakończyłam tą potyczkę. Poszłam do sypialni, sięgnęłam po książkę i uwaliłam się na łóżku. Przeczytałam parę rozdziałów i zerknęłam na zegarek - 13. Odłożyłam książkę i przeszłam do garderoby, a z dobrze ukrytej skrytki w niej wyciągnęłam metalową walizkę na zamek szyfrowy. Wyszłam z garderoby, a potem z sypialni i podążyłam schodami prowadzącymi na taras nad mym mieszkaniem. Otworzyłam walizkę i wyjęłam z niej długi, lśniący miecz. Zamknęłam walizkę i zaczęłam ćwiczyć. Ćwiczyłam bitą godzinę. Spakowałam broń białą i rozpoczęłam trening sztuk walk. A raczej sztuki walki oraz systemu walki, bo Krav Maga to system walki. Gdy skończyłam byłam zmęczona. Dobrze wiedziałam, że po takim treningu każdy laik by leżał. Jednak i ja, pomimo lat ciężkich treningów, nie byłam jakaś wspaniała w walce. Na to trzeba sobie zapracować. Ale miecz i noże rzutkowe uwielbiałam i szły mi one wspaniale. Podobnie z bronią palną.
Zeszłam na dół, schowałam walizkę i przeszłam do kuchni. Zrobiłam sobie szybki obiad, zjadłam go i usiadłam przed TV. Robił się już wieczór, zbliżała się pora wyjścia do pracy. Wyłączyłam telewizor i poszłam się ogarnąć. Wzięłam przysznic, ubrałam świeże ciuchy, zrobiłam sobie makijaż i spięłam włosy w kucyk. Założyłam na ramiona skórzaną kurtkę oraz wzułam i zasznurowałam glany. Sięgnęłam po klucze. Otworzyłam drzwi, wyszłam i zamknęłam je na klucz. Zjechałam windą, wyszłam z budynku i ruszyłam do baru.
***
Było koło 21, gdy zobaczyłam w barze kogoś, kogo zupełnie się tu nie spodziewałam. Nie był to Lionell, bo ten od godziny siedział przy barze zagadując do mnie. Prowadziłam z nim właśnie ożywioną konwersację o dzisiejszych wydarzeniach z mojego mieszkania.
-A zatańczyłabyś dla mnie jeszcze raz?-spytał Lion. Zmierzyłam go wzrokiem i zaśmiałam się.
-Chyba Cię coś boli.-mruknęłam.
-No skarbie..
Wtedy przy barze pojawił się wysoki i strasznie przystojny mężczyzna. Miał na sobie drogi garnitur, białą koszulę i krawat. Zupełnie tu nie pasował. Zmierzył wzrokiem Lionell'a, a potem skupił się na mnie. Wyszłam zza baru. Mężczyzna trzymał w ręku bukiecik tulipanów. Uśmiechnął się do mnie i podszedł bliżej. Poczułam na sobie świdrujący wzrok Lion'a.
-Dawno się niewidzieliśmy, Octavio.-powiedział całując mnie w policzek. Odepchnęłam go lekko. Wręczył mi kwiaty.
-Jest tu miejsce, w którym moglibyśmy spokojnie porozmawiać?-spytał. Poleciłam jednej z barmanek zająć się moją robotą i poszłam wraz z przybyszem na zaplecze.
-Co Ty tu robisz, Christian?-spytałam zakładajac ręce na piersi.
-Oj, Octavio... Nie moglibyśmy porozmawiać o...
-Z czym tu przyszedłeś?-zapytałam z naciskiem.
-Mam dla Ciebie pewną propozycję.-zaczął.
-Słucham.
-Moja sekretarka odeszła i ta posada jest wolna. Co Ty na to?
-Chyba kpisz.-mruknęłam.-Tutaj mi dobrze.
-Wiesz, że u mnie w firmie miała byś lepiej.
-Tak, na pewno. Już to widzę.
-Octavio...
-Myślałam, że jesteś mądrzejszy, Christian. Raz Ci powiedziałam, że nigdy tam nie wrócę i powinieneś posłuchać.-odparłam.
-Dlaczego jesteś taka uparta?
-Dlaczego chcesz wszystkimi żądzić?-warknęłam. Relacje między nami były napięte. Nie dbałam o nie. Starcie naszych charakterów nie wyszło na dobre. Dziwiłam się, że ten człowiek jeszcze się mną łudził. To co kiedyś było już nie żyje i to dzięki niemu.
Mój rozmówca westchnął widząc, że niezbyt dużo zdziała. Dobrze wiedziałam, że jest zły, że się nie zgodziłam. Ja jednak się tym nie przejmowałam.
-Ten chłopak z tatuażami.-Mruknął.-Nie zadawaj się z nim. To nie ktoś dla Ciebie.
Teraz totalnie osłupiałam. Zmarszczyłam brwi, otworzyłam usta i przyłożyłam dłoń do skroni. W końcu się ogarnęłam.
-Pojebało Cię?-spytałam trzeźwo. Christian skrzywił się.-Dlaczego chcesz ingerować w moje życie?
-Nie chcę, żebyś wpakowała się w jakieś bagno.-powiedział siląc się na spokój. Zaśmiałam się niedowierzając. Spoważniałam w końcu.
-Nie wpierdalaj się w moje życie.-warknęłam. Chciałam wyjść. Christian złapał mnie za rękę. Oparł mnie o ścianę i zastąpił mi drogę.
-Octavio...-powiedział miękko. Nuta zdenerwowania w jego głosie była jednak bardzo wyczuwalna. Pogładził mnie po policzku. Spojrzał mi w oczy. Uśmiechnął się lekko. Nie wytrzymałam. Odepchnęłam go.
-Co ty sobie wyobrażasz?!-krzyknęłam.-Jesteś głupim, zazdrosnym, chcącym wszystkimi rządzić dupkiem z manią wielkości! Nie wiem czemu nadal o mnie myślisz. Ta karta z mojego, a może naszego?, życia jest już dawno wydarta, pocięta i spalona. A czyja to wina? Twoja! Ale wiesz co? Wcale nie mam Ci tego za złe. Powinnam Ci nawet podziękować, bo bez Ciebie o wiele mi lepiej!-Rzuciłam w niego kwiatami. Wtedy Christian wymierzył mi taki policzek, że aż się zachwiałam, a w oczach pojawiły mi się łzy.
-Jeszcze będziesz...
-Mam zawołać ochronę, czy sam wyjdziesz?-warknęłam trzymając się za policzek.-Proszę bardzo, to są tylne drzwi.-podeszłam do nich, otworzyłam je i wskazałam je gestem.-Wyprowadzenie Cię z klubu przez ochronę chyba znacząco wpłynęłoby na Twój wizerunek, co, Panie Biznesmenie?-powiedziałam.
-Jeszcze będziesz...
-Nie będę.-ucięłam.-A teraz wyjdź.
Wyszedł. Praktycznie trzęsąc się ze wściekłości. Wzięłam bukiet leżący na podłodze i wyrzuciłam go do kosza. Policzek piekł na dal. Na pewno spuchnie i będzie na nim czerwony ślad. Za dużo emocji, jak na ten wieczór. Postanowilam pójść do szefa i poprosić o to, by pozwolił mi wcześniej wyjść do domu. Zgodził się, dzięki Bogu. Przebrałam się w moje ciuchy i wróciłam na chwilę do baru. Powiedziałam barmankom, że wychodzę i skierowałam się do głównego wyjścia. Zauważył mnie Lion. Podążył za mną. Dzisiaj chyba nic nie pił, w każdym razie nie przy mnie. Wyszłam z baru, a on gonił za mną.
-Octavia!
-Czego?-warknęłam. Policzek nadal mnie piekł.
-To był Twój...
-Nie.-przerwalam mu.-A co? Zazdrosny jesteś?-spytałam.
-Kto to był?
-Moja ostatnia pomyłka.
-Co z nim robiłaś na tym zapleczu?-spytał.
-Czy to przesłuchanie?!-odwróciłam się do niego, a on chyba zobaczył mój czerwony i spuchnięty policzek.
-Nie Twoja sprawa.-mruknęłam spowrotem się od niego odwracając.
-Octavia...
-NIE TWOJA SPRAWA, DO CHOLERY!-Wrzasnęłam na powrót patrząc na niego.-Myślałam, że jesteś chociaż trochę inny niż on. Ale wychodzi na to, że obaj jesteście tacy sami - jednakowo próbujecie wpieprzyć się w moje życie!-odwróciłam się i odeszłam. Szedł za mną, czy nie, nie dbałam o to.
Lionku?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz