sobota, 7 marca 2015

Od Toma c.d: Marceline

Gdy dostałem od dziewczyny numer telefonu poczułem motyle w brzuchu. Czy ona dała mi tę karteczkę to pod pretekstem bluzy? Sądzę że tak. Nie wierzę w miłość od pierwszego wejrzenia, nie sądzę, że to właśnie to, chociaż kto wie? Zakłopotany całą sytuacją oparłem się o pobliskie drzewo i założyłem ręce na klatkę piersiową.
- Spokojnie, dam sobie radę z bluzą.- zaśmiałem się .
Widać, że dziewczyna była tak samo skrępowana tą całą sytuacją jak ja .
- Mam nadzieję. - wyszeptała wręcz bezgłośnie , a na jej policzkach pojawił się rumieniec.
- To na mnie czas.. - oznajmiłem spuszczając głowę .
- Ehh, jak musisz - westchnęła i popatrzyła się na mnie słodkim wzrokiem.
- To do zobaczenia.
Powiedziałem i obróciłem się na pięcie unikając spojrzenia. Za sobą usłyszałem tylko ciche "Cześć" zagłuszone przez psa.
Udałem się do domu. Byłem zmęczony po treningu. Wziąłem prysznic , zjadłem obiad i położyłem się na kanapie. Nie mogłem przestać myśleć o Marceline. Czy ja się zakochałem ?
Czuję się jak ostatnia sierota. Mogłem ją przytulić na pożegnanie, a nie obróciłem się i poszedłem jak jakiś palant. Nie jest ze mnie dobry materiał na chłopa. Jestem zwykłą ciotą. Może do niej zadzwonię ? Tak, przecież mam numer. Szybko wziąłem leżący obok telefon do ręki i wykręciłem numer napisany na malej karteczce.
-Halo ? - odezwał się znajomy głos.
- Ymm, cześć , tu Tom.
- Aaa, cześć ! Coś z bluzą ?
- Nie, nie.. Chciałem się tylko zapytać czy robisz coś wieczorem?.. - spytałem cicho.
- Chyba nie mam żadnych planów,  a co?
- Może byś do mnie wpadła?
- Chętnie !
Po tych słowach ucieszyłem się jak dziecko. Podałem dziewczynie adres i godzinę odwiedzin, po czym się rozłączyłem .Od razu zabrałem się do sprzątania mieszkania. Półtorej godziny od spotkania, czyli 20 zacząłem się szykować. Ubrałem się w czarne dżinsy i koszulę w czerwoną kratkę . Rzadko się tak ubieram , tylko na wyjątkowe okazje , takie jak ta . 15 min przed 20 zadzwonił dzwonek. Otworzyłem i przed sobą zobaczyłem Marceline. Była ubrana w czarną, sięgającą do kolan, rozkloszowaną sukienkę i szpilki, choć nawet jeżeli była na szpilkach, byłem od niej wyższy o głowę. Mówiąc krócej - wyglądała prześlicznie.
- Zapraszam - wprowadziłem ją do środka .
Wróciło uczucie z poprzedniego spotkania. Znów byłem zakłopotany i zarumieniony jak pomidor.
- Więc..- zacząłem niepewnie- napijesz się czegoś?




Marceline? ^^

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz