Spojrzałam na pięknego białego ogiera Czystej Krwi Angielskiej. Umiałam jeździć konno, ale trochę się bałam, bo widziałam, że koń nie jest jeszcze dobrze ujeżdżony. Spojrzałam na chłopaka, który lekko się uśmiechnął.
- Wiesz ja umiem jeździć, ale boję się tego konia. – powiedziałam patrząc na kask.
- Oj właź na jego grzbiet. Mnie nigdy nie zwalił. – rzekł.
- Nie wieżę Ci.- odparłam szybko.
- Właź na tego konia. – rozkazał. Spojrzałam na niego z dumą. Westchnęłam po cichu i ubrałam na głowę kask. Wyrwałam z rąk chłopaka lonżę i zaczęłam iść w stronę wyjścia. Koń zarżał niebezpiecznie i zarył kopytami w ziemię. Pociągnęłam go lekko, ale ten ani drgnął.
- Mam jeździć na tym porąbanym koniu? – spytałam patrząc na Jeremi’ego, który szedł obok mnie.
- Tak właśnie na tym. – odpowiedział uśmiechając się. Wtem koń gwałtownie ruszył łbem i prawie ugryzł mnie w ramię. Znowu zaczęliśmy iść w ciszy. Po paru chwilach doszliśmy na niewielki plac z przeszkodami. Niepewnie, ale szybko weszłam na grzbiet ogiera. Ponagliłam konia do stepu. Koń ruszył szybko. Nie dało się opanować. Po chwili Rozmaryn stanął na zadnich nogach a ja wylądowałam na ziemi. Koń się uspokoił i zaczął biegać w koło parskając. Szybko wstałam.
- Poj.eban.y koń! – wrzasnęłam ściągając kask z głowy.
( Jeremi ? )
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz