środa, 11 marca 2015

Od Melloow c.d: Chris'a

Patrzyłam na talerz. Jedzenie wyglądało apetycznie, ale strasznie tucząco. Nie ani jestem anorektyczką ani bulimiczką ani pasjonatką zdrowego żywienia, ale bez przesady! Jem wtedy, kiedy mi się podoba, poza tym mój żołądek już się przestawił na tryb ,,nocne kanapki i dzienne spanie" więc teraz naprawdę ciężko jest mi cokolwiek przełknąć. Jeszcze w jego towarzystwie. Widelcem rozpaprałam trochę ziemniaków i pokroiłam mięso w drobniutką kostkę. Wzięłam kilka kęsów i popiłam wodą. Chwilę przyglądałam się jak je.
- Prawie nic nie zjadłaś. Będziemy tu siedzieć dopóki to wszystko nie zniknie - powiedział ze snobistyczną miną, a ja odniosłam uczucie, że przede mną siedzi moja matka, która zmusza mnie do przełknięcia ostatniego gryza obrzydliwego, żylastego mięsa. Nie chciałam go zjeść, więc dostałam po dupie, ehh.
- Nie zjem tego wszystkiego...
- Spokojnie, będę z tobą siedział w firmie tyle czasu, ile tylko będzie potrzeba - uśmiechnął się krzywo, a ja zmrużyłam oczy. Ten typ niesamowicie mnie wkurwiał.
- Musisz być tak cholernie władczy? - warknęłam dając nacisk na słowo ,,cholernie". Wiedziałam, że wkurzają go przekleństwa, choć sam ich używa. Może to działa tylko w stosunku do kobiet...? Tak jak myślałam, skrzywił się i odpowiedział:
- Umówmy się, że na wulgaryzmy nie odpowiadam, hm? - uśmiechnął się uroczo i wskazał na mój talerz. - Jeśli zaraz to nie zniknie, sam cię pokarmię.
- Czyli może zniknąć w jaki kolwiek sposób? - wydęłam usta. Nie sprecyzował wypowiedzi.
- Na durne pytania także nie odpowiadam - odpowiedział ze stoickim spokojem, a ja zauważyłam, że jego jedzenie znika w niepokojąco szybkim tępie. Zrezygnowana zaczęłam jeść, nie chciałam czekać do momentu, kiedy skończy i będzie mnie świdrował tym przeszywającym spojrzeniem.
I tak skończył przede mną. Zaczęłam więc przełykać nawet nie gryząc. Z trudem przełknęłam wielki kawałek i wzięłam wody.
- Szybciej szybciej bo ten kotlet zaraz ci zwieje z tego talerza - powiedział kpiąco Chris zakładając ręce na piersi. Myślałam, że ta woda wyjdzie mi nosem! Nie wytrzymałam i parsknęłam śmiechem, zakrztuszając się piciem i opluwając siebie oraz niezkazitelną marynarkę Chrisa. Zaczęłam gwałtownie kaszleć, a chłopak wstał i walnął mnie w plecy.
- Jesteś naprawdę ochydna - skrzywił się, a ja nabierając właśnie drugi raz napoju, ponownie go wyplułam. Nie mogłam się opanować, cały czas się śmiałam.
- Przepraszam, mogłam ci już wcześniej dać do zrozumienia, że jem jak świnia - powiedziałam nie mogąc się powstrzymać od krzywego uśmiechu. Zalałam pół stolika, Christophera, siebie i prawie się udławiłam.
- W rzeczy samej. Jak boga kocham, nigdy więcej nie zabiorę cię do restauracji - mruknał chłopak ciągnąc mnie za ramię do łazienki.
- Daj spokój, to twoja wina - odpyskowałam mu wycierając się papierowymi ręcznikami.
- Jakbym wiedział, że jesteś niewychowana, to bym jadł w zupełnej ciszy - oparł się o framugę drzwi. Znowu to robił! Znowu mi się przyglądał, z tą głodną miną. Miałam całą mokrą górę, dekolt i biustonosz.
- Fuc.k! - zaklęłam próbując przywrócić się do porządku.
- Półtorej godziny i dwie minuty... - powiedział Christopher patrząc na zegarek.
- Fuc.k! - zaklęłam ponownie. - Mam cały mokry... całą mokrą górę! - jęknęłam.
- I co, mam ci się pomóc tam wytrzeć? - pokazał na mnie brodą z grobową miną. Spojrzałam na niego ciężko i wyrzuciłam chusteczki do kosza. Trudno, te trzy godziny wytrzymam...
- Zamykamy o czwartej, więc potem dam ci wszystkie druczki i zaczniesz je wypełniać - powiedział ściągając zaplamiony garniak. Miał fajną, bladoniebieską koszulę, która na szczęście przetrwała.
- Okej - wzruszyłam ramionami. - Podpiszę wszystko jak leci...
- Nie czytasz dopisków napisanych drobym maczkiem, hm?
- Nie. Są zbyt drobne, żeby marnować sobie na nie wzrok - wzruszyłam ramionami. Nie znam się na umowach, papierach i takich tam. Pierwszy raz jestem w takiej pracy, hello! Wydaje mi się, że powinni być uczciwi, ale zauważając błysk w jego oku... Chyba poświęcę na te dokumenty więcej czasu. Gdy dotarliśmy do biura, było kilkoro klientów, toteż Christopher wziął mnie do przepisywania jakichś obliczeń z wydruku na komputer. Nie miałam w domu laptopa, dlatego rzadko korzystałam z klawiatury, przez co szło mi bardzo opornie. I non stop się myliłam. Christopher był całkowicie pochłonięty sobą i odbieraniem telefonów. Czułam się jak jego sekretarka.
- Jak ci idzie? - zapytał mnie około 15.30. Palce mi odpadały i miałam serdecznie dość klawiatury.
- Mogę zrobić coś innego? - zapytałam z bolesnym wyrazem twarzy.
- Możesz, kawę - rzucił szybko i odebrał komórkę. Wstałam i poszłam do ekspresu. Sam się o to prosił... Wybrałam rodzaj i wzięłam zaparzony kubek. Po kilku chwilach wróciłam do pokoju i położyłam mu kubeczek na biurku. Rzuciłam zalotne spojrzenie spod rzęs i wróciłam do stanowiska. Po chwili usłyszałam głos niezadowolenia...
- Co to jest?! - skrzywił się Chris.
- Gorzka kawa dla gorzkiego człowieka - wzruszyłam ramionami. - Nie zdążyłes wyjawić mi jaką pijasz.
- Normalną! - odpowiedział oburzony i wylał kawę. Wesychnęłam. Życie sekretarki naprawdę nie jest łatwe...

<Chrisunio? ^^ co ty ją tak robotą zawalasz, nie widzisz że przemęczona jest?! ;o>

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz