poniedziałek, 2 marca 2015

Od Octavii Cd Lion'a

Zdębiałam słysząc o głos.
-Chyba Cię coś boli.-warknęłam.-Co tu robisz?!
-No, wpuść mnie kochanie... Chyba nie pozwolisz mi tu stać?-jęczał. Po jego głosie można było się domyśleć, że jest w stanie głębokiego upojenia alkoholowego, a skoro już tu przylazł, to był na mojej głowie.
-Czekaj tam.-powiedziałam do domofonu i łapiąc najbliższą kurtkę popędziłam do windy. Zjechałam na dół, wyszłam przed budynek i zaczęłam się rozglądać.
-Tu jestem, kochanie!-wrzasnął wychodząc zza winkla. Złapałam go za rękę i wciągnęłam do środka. Weszliśmy do windy i wjechaliśmy na ostatnie piętro, gdzie znajdowało się moje mieszkanie. Wyszliśmy z windy i weszliśmy do mojego mieszkania. Lion prawie nie mógł ustać na nogach więc musiałam go podtrzymywać. Zamknęłam drzwi, ściągnęłam kurtke i stanęłam przed przybyszem.
-Czego tu chcesz?-spytałam w miarę opanowanym głosem.
-Przyszedłem do Ciebie, kochanie moje.-wybełkotał bładząc wzrokiem. Widząc, że nic więcej z niego nie wyciągnę, gestem zaprosiłam go w głąb mieszkania.
-Odjebane w chuuuj...-mruknął patrząc na me mieszkanie. Posadziłam go na kanapie w salonie, włączyłam mu TV i poszłam do kuchni. Zaparzyłam herbatę, zrobiłam kanapki i poszłam do Lionell'a. Nucił jakąś piosenkę skacząc po kanałach. Postawiłam przed nim to co przygotowałam i usiadłam obok niego.
-To dla mnie?-spytał.
-Tak.
-Dziękuję!-wrzasnął i rzucił mi się na szyję.
-Dobra, dobra.-warknęłam odpychając go. Zjadł i wypił herbatę. Sprzątnęłam ze stolika i oznajmiłam, że idę do łazienki. Wzięłam koszulę nocną i weszłam do środka. Wzięłam prysznic, przebrałam się i wyszłam.
-O kuźwa...-mruknął Lionell i w dwie sekundy był przy mnie.-Dla mnie się tak ubrałaś?-spytał łapiąc mnie w pasie i próbując pocałować. Odepchnęłam go.
-Chyba Cię powaliło...-Warknęłam. Weszłam z nim do łazienki, by pokazać mu, co gdzie jest.
-A może zostaniesz tu ze mną, co?-zaproponował.
-Nie widzę potrzeby.-Odparłam wychodząc. Zaczęłam przygotowywać mu posłanie na kanapie. Gdy skończyłam on wyszedł z łazienki. Miał na sobie tylko bokserki. Nie powiem, był świetnie zbudowany... Ale żebym ja napalała się na niego...? Opanuj się, dziewczyno.
-Śpisz na kanapie.-oznajmiłam bez zbędnych ceregieli. Ruszyłam do sypialni
-Ej, no...
-Bez dyskusji.-ucięłam wchodząc do środka i zamykając drzwi.
***
Obudziliśmy się chyba w tym samym momencie.
-O kurrr...-zaklął drapiąc się po głowie.-To my....? I JA TEGO NIE PAMIĘTAM?!
-NIE!!!-Wrzasnęłam z lekka przerażona. Widząc moją minę zaczął się głośno śmiać.
-No nie bój się, tylko przyznaj, że jestem świetny.
-Nawet nie wiem jak znalazłeś się w moim łó...
-Skarbie, w takim toku wydarzeń to chyba powinnaś powiedzieć "naszym".-mruknął z uśmiechem. Wyskoczyłam spod kołdry i spojrzałam na niego.
-DO NICZEGO NIE DOSZŁO!-Wrzasnęłam. Ponownie zaczął się śmiać. Fuknęłam głośno i poszłam do garderoby. Wybrałam sobie codzienny zestaw ubrań i wyszłam z powrotem do sypialni. Lionell stał przy rurze umiejscowionej na środku sypialni. Pomyślałam, że to dziwne, że zauważył ją dopiero teraz.
-Tańczysz?-spytał
-Głupie pytanie. Gdybym nie tańczyła po co to by tu stało?-odparłam.
-Powiem Ci, że miałem fantazję...-mruknął patrząc na mnie z lekkim uśmiechem.
-Ja też.
-Ooo... Jaką?
-Powiedzmy, że byłeś tam Ty, ja oraz wanna pełna wody i bąbelków.
-I co?
-Topiłam Cię.-warknęłam i wyszłam z sypialni. Poszłam do łazienki, przebrałam się, zrobiłam sobie makijaż i wyszłam. Przy stole w kuchni siedział Lionell, który nadal był tylko w bokserkach.
-Ale mam kaca...-mruknął.
-Nie dziw się, przyszedłeś tu narąbany jak messerschmitt.-odparłam i zaczęłam robić śniadanie.
-Nie zamierzasz się ubrać?-spytałam patrząc na niego i stawiając jedzenie na stole.
-A co? Nie podobam Ci się?-zaśmiał się cicho. Lekko zirytowana uciekłam wzrokiem w bok, na co on zaśmiał się głośniej.
Zjedliśmy śniadanie, a ja posprzątałam. Stałam przy zlewie i myłam naczynia, gdy Lionell podszedł do mnie i objął mnie w pasie. Jego dotyk był w jakiś sposób przyjemny... Skarcilam się jednak zaraz za tą myśl.
-Skarbie... Może zatańczyłabyś dla mnie...?
-Chciałbyś...-mruknęłam. Jednak w moim mózgu zrodzila się pewna, dosyć chora, myśl: A czemu by się nie pobawić?
-Chciałbym.-odparł nie wypuszczając mnie z objęć. Odwrócilam się do niego.
-Taaak? W takim razie mnie przekonaj.-nakazałam z szelmowskim uśmiechem. To zupełnie się ze mną kłóciło, ale zawsze kochałam dreszczyk emocji, a nie planowałam nic poważnego, więc...
Czemu by się nie pobawić...?
Lionku? :>

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz