Liona dzisiaj nie było, a poczucie niepokoju mnie nie opuszczało. Cały czas miałam przed sobą ten jego wzrok. Już kiedyś go widziałam. Dawno, dawno temu. Ale nie u Liona, to oczywiste. U mojego taty.
***
Skończyłam już moją zmianę i cieszyłam się, że jutro mam dzień wolnego, jak zawsze po cyklu nocek, a potem zaczynam ranne zmiany. Ale jednak nie to najbardziej zaprzątało moją głowę. Wiedziałam, że Lion zrobił coś Christianowi. A jeśli go pobił, to Christian zapewne pójdzie do szpitala, a później na policję. Chociaż jako wysoko postawiony biznesmen mógł nie chcieć iść do publicznego szpitala. Spojrzałam na zegarek - parę minut po drugiej. Szukać go czy nie? Wyjęłam telefon i odszukałam potrzebny mi numer i zadzwoniłam. Odebrał, chociaż się tego zbytnio nie spodziewałam.
-Gdzie jesteś?-spytałam na samym początku.
-Octavia?
-Nie, wódz plemienia Tunga-bunga z północnej Ugandy.-warknęłam.-Gdzie jesteś?
-Właśnie jadę do domu. Wracam od lekarza. Chyba wiesz dzięki komu? Chociaż zastanawiam się, czy lepiej nie udać się od razu na komisariat.
-Pojedź do domu. Chcę z Tobą porozmawiać. Potem na komisariat możemy udać się razem. Ale to będzie zależne od wyniku naszej rozmowy.-powiedziałam i rozłączyłam się. Tak na prawdę nie sądziłam, że po tej rozmowie on pójdzie gdziekolwiek, a już na pewno nie na komisariat.
***
-Witam.-powiedziałam, gdy wyszedł z windy. Kod się nie zmienił, więc bez przeszkód weszłam do środka i czekałam na niego. Miał zszyty łuk brwiowy, rozwalony nos, ale czułam, że to i tak nie wszystko. Prawdopodobnie jeszcze żebra. Połamane albo popękane. Poruszał się z trudem. Jakoś nie było mi go żal. Jakoś otworzył drzwi i wszedł pierwszy do środka. Czyżby jego dżentelmeństwo ulotniło się, gdy ktoś obił mu mordę? Weszłam za nim. Nie wytrałam butów na wycieraczce tylko od razu przeszłam do środka. Nie wiele się tu zmieniło. Usłyszałam, że zamknął drzwi. Przyczłapał do mnie i usiadł na fotelu. Ja nie zamierzałam siadać. Chciałam to załatwić szybko.
-Chcesz złożyć doniesienie na policje, prawda?-spytałam.
-To chyba oczywiste.-mruknął.
-Nie zrobisz tego.
-Słucham?
-Pomyślałeś o tym jaką pożywkę miałyby media z historii o pobitym biznesmenie? A gdyby się dowiedziały dlaczego został pobity...
-Nikt nie musiałby znać przyczyn.
-Wszyscy by je poznali. Zgłosiłabym się jako świadek w tej sprawie.-odparłam.-A prawdopodobnie nie tylko w tej. Powiedz mi, Christian...-Moja twarz nie wyrażała żadnych emocji, jednak powoli wpełzał na nią zimny uśmiech.-To czarne audi jeszcze przyjeżdża tu w drugi czwartek każdego miesiąca?-Mój uśmiech stał się lodowaty, psychopatyczny, a wzrok świdrował mojego rozmówcę. Wyglądał on jakby miał się na mnie rzucić. I pomimo swego stanu chciał to zrobić. Zatrzymało go jednak ostrze noża, którze znalazło się przy jego szyi. Jeden ruch, a jego tętnica szyjna zostałaby przecięta.
-Radzę ci być spokojnym.-poleciłam, zabrałam nóż z jego szyi i pchnęłam go na fotel.
-Grozisz mi nożem?-zaśmiał się chrapliwie.
-Grożę ci czymś poważniejszym niż nóż. Poważniejszym jak dla ciebie. Chyba nie chciałbyś, żeby cały twój światł legł w gruzach. Nie jako jak mój...
-Czy Tobie nadal chodzi o...
-Nie chodzi mi o te twoje panny!-wrzasnęłam, mój głos zaraz jednak powrócił do lodowatego, obojętnego tonu pasującego do psychopatycznego uśmiechu. Stanęłam za jego fotelem gotowa przystawić ostrze do jego szyi w każdym momencie.-Szczerze mówiąc, straszliwie cieszę się, że ogarnęłam co robisz i że już mnie tobą nie ma. Współczuję tylko tym dziewczynom, które cię obsługują. Którejś chyba gasiłeś papierosy na brzuchu, a innej wykroiłeś napis "Suka" na boku, nieprawdaż? Zobacz, wiem tylko co zrobiłeś tym dwóm... Ale to chyba nie wszystko, prawda? Nie tylko nie wszystko w sprawie tych dziewczyn. Są jeszcze prochy... Handel bronią... Dosyć? Dla policji to będzie coś wielkiego, bo tak jest w istocie. A jeśli podam nazwiska...
-Myślisz, że uwierzą jakiejś barmance?
-Komu jak komu, ale mnie na pewno uwierzą.-powiedziałam.-Najśmieszniejsze jest to, że wpadłam na to wszystko wtedy, gdy trochę ruszyłam głową. Mogłabym być świadkem koronnym... Ale nie będę.-powiedziałam. Christian odetchnął. Zaśmiałam się głośno, jednak nie był to zwykły, milutki śmiech.
-Nie będę, ale tylko wtedy, gdy zawrzemy układ.-Przeszłam na powrót przed niego, by móc patrzeć mi w oczy.-Posłuchaj mnie teraz uważnie. Nie wniesiesz sprawy o pobicie na policję.-Chciał odwrócić wzrok. Złapałam go niedelikatnie za brodę i zmusiłam do patrzenia mi w oczy.-To ważne, żeby podczas konwersacji utrzymywać z rozmówcą kontakt wzrokowy. Nie wiesz o tym?-skarciłam go.- Nie wniesiesz sprawy o pobicie. Zostawisz mnie, osoby z mojego otoczenia i już nigdy się nie zobaczymy. Tylko tyle. To chyba mało, prawda? W zamian ja zapomnę o tobie i o wszystkim, co z tobą związane.
-Jaką mam pewność?-spytał.
-Jeśli tylko będziesz trzymał się warunków, które tyczą się ciebie i będziesz mieć spokój do końca życia. No bo powiedz mi, czy do tej pory ktoś się o tym dowiedział?
-Nie.
-A widzisz...-mruknęłam.-Zgadzasz się?-spytałam twardo. Nastała długa cisza.
-Zgadzam się.-odpowiedział po chwili.
-No, brawo. Dobry Christian.-Poklepałam go po opuchniętym policzku. Wykasowałam mu mój numer z telefonu. Ja także przy nim usunęłam jego numer z mojej komórki.
-To była nasza ostatnia rozmowa.-powiedziałam i wyszłam.
***
Nazajutrz obudziłam się dosyć późno, bo koło dwunastej. Wstałam, ogarnełam się i umalowałam. Dzięki Bogu, że ten siniak dał się przykryć makijażem. Zrobiłam sobie śniadanie i poszłam oglądać TV. Nie zamierzałam się dzisiaj wysilać. Po to mam wolny dzień, żeby był wolny.
Cały czas wracałam myślami do wczorajszej akcji. Ciekawe, czy do tej pory Christian zdawał sobie sprawę z tego co wiem. Zastanawiałam się, dlaczego w ogóle to zrobiłam. Nie chciałam, żeby Lion miał kłopoty z policją. Ale dlaczego tak się tym przejęłam? Hmmm... Miałby te kłopoty przeze mnie. Nie chciałam, żeby on w ogóle miał przeze mnie jakieś problemy... Postanowiłam się z nim spotkać.
***
Był już wieczór. Cały dzień przesiedziałam w domu nad książką albo przed telewizorem. A teraz szłam parkową alejką spodziewając się znaleźć Lion'a tam, gdzie spotkaliśmy się po raz pierwszy. Miałam to szczęście, że tam był, dzisiaj chyba bez psa.
-Cześć.-rzuciłam podchodząc. Zapaliły się lapmy.
-O, cześć.-mruknął. Uśmiechnęłam się lekko. Poruszył się jakby chciał dojrzeć mój policzek.
-Już lepiej. Daje się przykryć makijażem.-odparłam. Stałam przed nim, a on siedział na ławce. Nastała chwila ciszy.
-Chciałbyś mi coś powiedzieć...?-spytałam.
-Nie mam co.-warknął i wstał. Stał teraz naprzeciw mnie.
-Nie powinieneś go bić.
-To on nie powinien uderzyć Ciebie.-odparł.
-To nie była Twoja sprawa.
-A jak Ci powiem, że właśnie moja?-mruknął. Westchnęłam.
-Tej sprawy już nie ma. Rozmawialiśmy wczoraj i Christian przystanął na warunki jakie mu przedstawiłam.
-Coo? Jakie warunki?
-Między innymi dlatego nie zgarnęła Cię policja.-mruknęłam.
-Cooo?
-To co słyszysz.
-Ale jak...?-spytał. Uśmiechnęłam się lekko i szybkim ruchem wydobyłam schowany za paskiem nóż rzutkowy. Jego ostrze błysnęło w świetle latarni.
-Siła argumentów...-odparłam.
-Groziłaś mu nożem?-Lion chyba niedowierzał.
-Nie nożem... Swoją drogą myślałeś, że chodzę taka bezbronna? Bez noża też dałabym radę, chociaż byłoby ciężej.-przyznałam zgodnie z prawdą. Schowałam nóż i spojrzałam na Lionell'a.
-Czy on chciał Ci coś zrobić...?-spytał, a w jego głosie dźwięczała niebezpieczna nuta.
-Nie.-powiedziałam krótko.-Posłuchaj mnie. Ta sprawa jest już skończona. Ani ja, ani Ty nie możemy do tego wracać. To jeden z warunków. On też da nam spokój.
-A jaką masz pewność?
-Taką, że gdyby złamał umowę to skończyłoby się to dla niego bardzo źle. Więc nie złamie jej, ja także nie. I proszę Ciebie, żebyś nie zaprzątał sobie tym głowy.-powiedziałam i spojrzałam mu w oczy.-Poza tym...-mruknęłam.
-Tak?
-Chciałam Ci podziękować. Za to, że odprowadziłeś mnie wtedy do domu. To było... Miłe.-uśmiechnęłam się lekko. On także się uśmiechnął. Chciałam pocałować go w policzek, ale w ostatniej chwili, pod wpływem jakiegoś impulsu zmieniłam trajektorię. Nasze wargi złączyły się w pocałunku. Był on długi i z każdą chwilą stawał się coraz bardziej namiętny. Lionell odkleił się ode mnie, ujął delikatnie moją twarz i spojrzał mi w oczy.
-Octavia...-mruknął.
-Cśśś...-uśmiechnęłam się.-Chciałbyś wpaść do mnie na kolacje?
Lionku? :D Nie przepraszaj, rozumiem Cię. I nic się nie stało. Teraz ja będę tak mieć ;-; Jeszcze w przyszły weekend mam kurs instruktorski... Już widzę, jak nas tam przeczołgają... Ale będzie dobrze :D
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz