poniedziałek, 6 lipca 2015

Od Kici c.d: Levi'ego

Chciałam coś powiedzieć do Levi'ego, ale ostatecznie się powstrzymałam. Zaprowadziłam psa do domu. Jednak wypuściłam go na podwórko i pobiegł ponownie do furtki. Założyłam buty, zabrałam pieniądze i klucze od mieszkania. Zakluczyłam drzwi i skierowałam się do furtki gdzie już siedział Nero. Miałam nadzieję, że chłopak poszedł, ale na marne. Został jednak. Wyszłam i zamknęłam furtkę. Wyminęłam chłopaka bez słowa.
- Jakieś podziękowania by się przydały. - powiedział zmierzając w moim kierunku.
Dogonił mnie.
- Za to, że wyprowadzasz mi psa bo ja nie mogę?
Nic nie powiedział.
- A teraz przepraszam, ale spieszę się. - rzekłam oschłym tonem głosu.  Przyśpieszyłam kroku i nawet nie zważałam na to czy za mną idzie czy nie...

*
 
Wracałam do domu - minęło z 5 godzin od mojego wyjścia. Idąc chodnikiem zobaczyłam nieopodal dalej szedł Levi, a raczej stał ze znajomymi. Spojrzałam tylko na niego, ale od razu kiedy na mnie spojrzał odwróciłam głowę w drugą stronę...
Dotarłam do domu. Nero biegał po całym podwórku, więc szybko weszłam przez furtkę, zamknęłam ją za sobą i skierowałam się do domu... Od-kluczyłam drzwi, weszłam do środka, a za mną wleciał Nero. Pobiegł do kuchni, a ja poszłam tuż za nim. Oczywiście pupil podążył do swoich misek, ja w tym czasie zaczęłam rozpakowywać produkty spożywcze. W pewnym momencie poczułam jak coś "bije" mnie w nogę. Spojrzałam na dół i zobaczyłam jak pies trzyma w pysku swoją miskę na wodę. Zabrałam mu ją i nalałam wodę, po czym odniosłam na prawowite miejsce.
Kiedy ogarnęłam się z zakupami, wyszłam przez taras. Trochę przydałoby się trawnik skosić na całej posiadłości, z tym będzie nieco problem, ale jakoś dam radę... Jeszcze "wężem ogrodowym" mogłabym trochę schłodzić psa. Więc zawołałam Nera. Od razu się zjawił. Podeszłam po "węża", odkręciłam zawór. Pupil od razu zaczął biec tak gdzie "kończy" się zasięg wody. Początkowo nic nie chciał zrobić, tylko łapkami na zmianę próbował ją złapać... W końcu zaczął biegać tu i tam przez wodę.
W pewnym momencie pies na mnie wbiegł, nie zdążył zawrócić i puściłam "węża" przez co wszystko dookoła było mokre, w tym ja... No i nagle Nero zaczął biec do furtki. Od razu ruszyłam za nim. Wyglądałam jak mokry szczur - ale to taki szczegół.
Przy furtce stał Levi. Podeszłam do psa, który oszalałe skakał i próbował jakoś wpuścić chłopaka. Odciągnęłam Nera na bok, po czym wróciłam do znajomego.
- Chcesz wejść? Czy może masz ważniejsze rzeczy? - spytałam.

Levi?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz