- Chodź tu Exile - wyciągnęłam z szafy kaganiec z wymalowaną flagą USA i założyłam mu ją bez większych protestów.
Po wyjściu z budynku, pies poczuł nadmierną wolność i prawie wyrwał mi się ze smyczy. Musiałam za nim biec, gdyż jego siła nie pozwalała bym się zatrzymała ani go przytrzymała. Dobiegliśmy do marketu kilka minut zajęło mi przywiązywanie masywnego rottweilera do drzewa - musiałam opleść smycz kilka razy wokół grubego pnia i związać w supeł. Znając życie będę go rozplątywała dosyć dłuższą chwilę. Weszłam do sklepu, w którym było dosyć tłoczno jak na niewielką sieciówkę. Wzięłam koszyk i popędziłam zebrać wszystkie potrzebne mi do życia produkty.
- Cukier? Kurna, jaki drogi. Przynajmniej na cukrzycę nie zachoruję jak sobie zrobię przerwę.
Okazało się jednak że mam tylko trzy mało wartościowe banknoty. Udało mi się kupić psią karmę, kilka butelek wody oraz chleb.
***
- Hej Exile, jak złapiesz tą piłkę będziesz super pieskiem. No dalej łap piłeczkę - spojrzałam na psa, który z rozradowaniem merdał ogonem, patrząc się na brudną zieloną piłeczkę tenisową.
Wyrzuciłam ją w powietrze, przez przypadek kogoś trafiając. Exile zerwał się z miejsca i pobiegł w stronę postaci, która chwyciła się za głowę i wypowiedziała przekleństwo, obracając piłkę w palcach.
- EXILE STÓJ! - krzyknęłam.
Mam złe przeczucia...
Tom? Przepraszam xd
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz