To wszystko przeminęło szybko, ale czułam rutynę – codziennie to samo,
jedno i to samo. Wstać, ubrać się, zjeść śniadanie, wyjść z pupilem,
nasypać świeżej karmy do miski, nalać wodę do drugiej miski, iść do
pracy, przetrwać trochę tych godzin, wrócić po 21 do domu, umyć się,
zjeść kolację, pójść spać…
I tak w kółko. Tydzień przeminął szybko, dzisiaj miałam wyjątkowo wolne
do przyszłego tygodnia. Tego dnia wstałam po 14, kiedy do drzwi ktoś
dzwonił. Nero zerwał się jako pierwszy i szczekał. Uh…
Poszłam za nim i z całkowitym nie ogarem otworzyłam drzwi. W nich stał
Levi, nerwowym wzrokiem patrzył na ścianę, a potem na drzwi, które
otworzyłam. Zorientował się, że to ja je otworzyłam. No dobra, zapłon ma
dość wolny, ale mówi się trudno.
Chłopak się niewinnie uśmiechnął. Wszedł do środka, a Nero na niego
skakał z radością. Levi go pogłaskał po głowie, po czym zamknął drzwi za
sobą. Wysunął przed siebie bukiet kwiatów. Wzięłam je od niego z pełną
obojętnością. Nie chciałam pokazać mu od razu jak było mi go brak…
Jednak kiedy odłożyłam bukiet na blat w kuchni i poczułam jak chłopak
mnie obejmuje w pasie, po prostu nie mogłam już dłużej wytrzymać i
udawać, że mam go gdzieś. Levi ustami przyssał się do mojej szyi.
Językiem ją pieścił… Jednak szybko go od siebie odepchnęłam. Spojrzał na
mnie pytającym wzrokiem.
- Coś się stało? – spytał chrapliwym głosem, dłoń zacisnął na blacie i nerwowo na mnie spoglądał.
Przygryzłam lekko wargi, zarzuciłam mu ręce na szyję. Pokręciłam przecząco głową i delikatnie musnęłam jego usta.
- Brakowało mi tego ciepła. – wyszeptałam między przerwą w pocałunkach.
Levi na mnie spojrzał i się lekko uśmiechnął, dłoń z blatu przeniósł na
moje plecy i delikatnie po nich przejechał, a później palcami lekko
ugniatał mój kręgosłup. Drugą dłoń położył na moim udzie i przywarł
ustami do mojej szyi. Zaśmiałam się cicho. Chłopak po chwili mnie
podniósł i przeniósł na kanapę w salonie. Usiadł wygodnie, a obok
położył mnie. Miałam głowę na jego brzuchu, włączył telewizję i leciał
jakiś film, jakiś horror czy też thriller. Położył dłoń na moim ramieniu
i lekko się uśmiechał…
Chłopak był spięty, widać było po jego minie i czynach, zachowywał się dość… sztywno? Czy coś się wydarzyło?
Podniosłam się i na niego spojrzałam.
- Coś się stało? – spytałam lekko speszona i odwróciłam wzrok kiedy na mnie spojrzał.
Levi? (Przepraszam, że tak długo : ( )
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz