wtorek, 21 lipca 2015

Od Gavriila c.d: Martina

Może powinienem przestać się uśmiechać. To bynajmniej nie pomaga. Czy coś jest nie tak z moim uśmiechem? Pewnie nie, to ja jestem nie tego, hmpf. Martin nadal się na mnie gapił, gotów w każdej chwili zdzielić mnie glanem, widziałem to w jego oczach.
- Co powinienem ci powiedzieć, aby dowieść że nie brałem? - zapytałem zaciekawiony, ale tym razem się nie uśmiechnąłem.
Nie czekając na odpowiedź schyliłem się i podniosłem moją herbatę. Na szczęście się nie rozsypała. Wstałem tym razem bez trudu. Nie podpierałem się też o murek, aby utrzymać równowagę. Skrzyżowałem ręce na piersi i popatrzyłem na niego oczekującym wzrokiem.
- Gościu, mam to gdzieś, czy brałeś czy nie. Jesteś jakiś straszny. Zastanawiam się, czy nie dzwonić na policję, żeby cię wzięli do wariatkowa.
Tylko się nie śmiej. Tylko się nie śmiej... Ta sytuacja jest śmieszna.
- Dlaczego od razu do wariatkowa? A tak w ogóle, to patrzaj. Nawet się nie chwieję. Możesz nawet sprawdzić źrenice! Na pewno nie są poszerzone... łatwo to u mnie stwierdzić, bo mam prawie czerwone tęczówki.
- Jak jakiś pieprzony królik - burknął.
- A masz coś do krolikov? - zapytałem tym razem z przyjaznym uśmiechem, zignorowałem złe intencje mojego nowego towarzysza. - To jak? A może się założymy? Jeśli będą poszerz-
- MATKO ZAMKNIJ SIĘ! NIE SŁYSZAŁEŚ? MAM TO W DUPIE, CZY JESTEŚ NA HAJU, CZY PIJANY. Czemu w ogóle z tobą rozmawiam? Przecież to nie ma sensu, ja cię nawet nie znam...
- Przecież wiesz jak mam na imię - przerwałem mu zmieszany. - To dobrze jak na początek, da?

< Martin? >

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz