piątek, 3 lipca 2015

Kici CD Levi'ego

Spojrzałam na niego nieco zdzwiona. Zatrzymałam się na chwilę.
- Nie masz za co przepraszać, też jest to moja wina. – powiedziałam.
Trochę chyba źle zrobiłam, że poszłam z nim tam, a później wyszło jak wyszło. Jednak teraz nikt mnie za to nie ochrzani. No cóż, nic nie zrobię. Popatrzyłam na niego jeszcze przez chwilę. Odwróciłam głowę tak, że znowu patrzyłam przed siebie. Jednak szybko tego pożałowałam, prawie wpadłam na latarnię. Chłopak przyciągnął mnie do siebie, popatrzyłam na niego chłodnym wzrokiem – w sumie próbowałam, ale coś mi nie wyszło.
- Nie musiałeś. – powiedziałam.
- Wolałaś wpaść na latarnię? – spytał beznamiętnym głosem.
Jakby tak o tym przez dłuższą chwilę pomyśleć, to chyba lepiej, że mnie do siebie przyciągnął. Gdyby nie on to pewnie bym miała więcej problemów niż ta ręka.
- Dobra, może i lepiej, że mnie złapałeś, ale teraz jest mały problem. – powiedziałam.
- Jaki? – spytał.
Akurat kiedy doszliśmy do płotu od mojego podwórka to Nero stał przy bramce. Zaczął głośno szczekać. Otworzyłam bramkę, pies skulił uszy i zaczął warczeć na Levi’ego. Przeszłam przez bramkę i uciszyłam psa.
- To powiesz o jaki problem chodzi? – spytał.
- Nie umiem chodzić z Nerem na smyczy trzymając w lewej dłoni, szczególnie teraz… Jak jest taki „wielki” – powiedziałam robiąc cudzysłów palcami u lewej ręki w powietrzu.
- Czyli mam z nim wychodzić na dwór? – spytał.
Pokiwałam głową.
- O ile Ci to nie sprawi problemów. – odparłam cicho.
Jednak ten już nic nie powiedział. Odwrócił się, rzucił krótkie „cześć” i poszedł… Ja natomiast zamknęłam za sobą furtkę, razem z Nerem jakoś doszłam do domu, ponieważ wcześniej mi uciekł i pomyślmy… Musiałam go gonić po cały podwórku. Kiedy go złapałam od razu zabrałam do domu. Zakluczyłam główne drzwi. Poszłam do sypialni, z szafki wyjęłam piżamę i poszłam do łazienki.
*
Po umyciu ciała jak i włosów, wyszłam z kabiny prysznicowej. Wytarłam najpierw ciało, założyłam piżamę, po czym zaczęłam suszyć włosy.
Kiedy już się całkowicie ogarnęłam w łazience, umyłam zęby i wyszłam. Zamknęłam drzwi za sobą i skierowałam się od razu do sypialni. Położyłam się na łóżku i zasnęłam…
*
Obudziłam się następnego dnia, dzwonkiem na domofon. Była dopiero 10 ugh... Wstałam i półprzytomna ruszyłam po czyste rzeczy. Poszłam wziąć poranny prysznic, po czym wytarłam ciało i założyłam czystą bieliznę jak i ciuchy. Następnie ruszyłam w stronę drzwi. Wyszłam zobaczyć, kto tam jest. To kogo zobaczyłam, to mnie zszokowało. Okazał się być to Levi, w ręce trzymał siateczkę z lekami. Ouch… Zapomniałam ich zabrać. No cóż. Podeszłam i otworzyłam mu furtkę. Nero biegał już po podwórku, więc nieco ciężej było otworzyć mi furtkę tak aby nie wybiegł.
- Dziękuję. – powiedziałam.
- Spoko. – odparł i chciał już pójść.
- Eghem… - zaczęłam.
Spojrzał na mnie pytającym wzrokiem. Wskazałam Nera dłonią. Przewrócił oczami.
- Jeśli nie chcesz to nie musisz… - powiedziałam cicho.

<Levi?>

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz