Spojrzałam na niego nieco zdzwiona. Zatrzymałam się na chwilę.
- Nie masz za co przepraszać, też jest to moja wina. – powiedziałam.
Trochę chyba źle zrobiłam, że poszłam z nim tam, a później wyszło jak
wyszło. Jednak teraz nikt mnie za to nie ochrzani. No cóż, nic nie
zrobię. Popatrzyłam na niego jeszcze przez chwilę. Odwróciłam głowę tak,
że znowu patrzyłam przed siebie. Jednak szybko tego pożałowałam,
prawie wpadłam na latarnię. Chłopak przyciągnął mnie do siebie,
popatrzyłam na niego chłodnym wzrokiem – w sumie próbowałam, ale coś mi
nie wyszło.
- Nie musiałeś. – powiedziałam.
- Wolałaś wpaść na latarnię? – spytał beznamiętnym głosem.
Jakby tak o tym przez dłuższą chwilę pomyśleć, to chyba lepiej, że mnie
do siebie przyciągnął. Gdyby nie on to pewnie bym miała więcej problemów
niż ta ręka.
- Dobra, może i lepiej, że mnie złapałeś, ale teraz jest mały problem. – powiedziałam.
- Jaki? – spytał.
Akurat kiedy doszliśmy do płotu od mojego podwórka to Nero stał przy
bramce. Zaczął głośno szczekać. Otworzyłam bramkę, pies skulił uszy i
zaczął warczeć na Levi’ego. Przeszłam przez bramkę i uciszyłam psa.
- To powiesz o jaki problem chodzi? – spytał.
- Nie umiem chodzić z Nerem na smyczy trzymając w lewej dłoni,
szczególnie teraz… Jak jest taki „wielki” – powiedziałam robiąc
cudzysłów palcami u lewej ręki w powietrzu.
- Czyli mam z nim wychodzić na dwór? – spytał.
Pokiwałam głową.
- O ile Ci to nie sprawi problemów. – odparłam cicho.
Jednak ten już nic nie powiedział. Odwrócił się, rzucił krótkie „cześć” i
poszedł… Ja natomiast zamknęłam za sobą furtkę, razem z Nerem jakoś
doszłam do domu, ponieważ wcześniej mi uciekł i pomyślmy… Musiałam go
gonić po cały podwórku. Kiedy go złapałam od razu zabrałam do domu.
Zakluczyłam główne drzwi. Poszłam do sypialni, z szafki wyjęłam piżamę i
poszłam do łazienki.
*
Po umyciu ciała jak i włosów, wyszłam z kabiny prysznicowej. Wytarłam
najpierw ciało, założyłam piżamę, po czym zaczęłam suszyć włosy.
Kiedy już się całkowicie ogarnęłam w łazience, umyłam zęby i wyszłam.
Zamknęłam drzwi za sobą i skierowałam się od razu do sypialni. Położyłam
się na łóżku i zasnęłam…
*
Obudziłam się następnego dnia, dzwonkiem na domofon. Była dopiero 10
ugh... Wstałam i półprzytomna ruszyłam po czyste rzeczy. Poszłam wziąć
poranny prysznic, po czym wytarłam ciało i założyłam czystą bieliznę jak
i ciuchy. Następnie ruszyłam w stronę drzwi. Wyszłam zobaczyć, kto tam
jest. To kogo zobaczyłam, to mnie zszokowało. Okazał się być to Levi, w
ręce trzymał siateczkę z lekami. Ouch… Zapomniałam ich zabrać. No cóż.
Podeszłam i otworzyłam mu furtkę. Nero biegał już po podwórku, więc
nieco ciężej było otworzyć mi furtkę tak aby nie wybiegł.
- Dziękuję. – powiedziałam.
- Spoko. – odparł i chciał już pójść.
- Eghem… - zaczęłam.
Spojrzał na mnie pytającym wzrokiem. Wskazałam Nera dłonią. Przewrócił oczami.
- Jeśli nie chcesz to nie musisz… - powiedziałam cicho.
<Levi?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz