-Poczekaj, przyjdę po ciebie.
Zarzuciłem na siebie bluzę i wyszedłem z domu. Po kilku minutach zobaczyłem auto, a w nim Malię.
-Wsiadaj-Rzuciła
Kierowałem ją aż do końca uliczki. Skręciliśmy w prawo i zobaczyliśmy biały dom. Mój biały dom. Westchnąłem i wysiadłem z pojazdu. Malia zaparkowała na trawniku. Weszliśmy do domu.
-Chcesz się czegoś napić? Cola, sok, kawa?
-Poproszę kawę
Ja nalałem sobie soku pomarańczowego. Usiedliśmy i gadaliśmy o wszystkim. Po godzince gawędzenia Malia spytała.
-Chciałeś mi coś pokazać, prawda?
Wstałem. Wyszliśmy z domu. Zaprowadziłem dziewczynę do stajni. Przywitał nas rozwścieczony, siwy ogierek. Położył uszy żrąc siano.
-Och...twój?
-Tak-Mruknąłem i wszedłem do boksu Rozmaryna. Z trudem założyłem mu czerwony kantar. Wyprowadziłem szalejącego konia i przywiązałem do rury. Wziąłem się za czyszczenie. Gdy już błyszczał, założyłem mu siodło
-No tak, chcę dzisiaj na nim pojeździć. Mam już w planach skoki-Puściłem do niej oczko-Może chciałabyś spróbować jazdy konnej?
Nie czekając na odpowiedź przyczepiłem do wędzidła czerwoną lonżę. Wziąłem dziewczynę na ręce i podszedłem z nią do konia.
-Hej, co ty robisz?-Zaśmiała się próbując się wyrwać. Jednak trzymałem ją mocno. Puściłem ją dopiero przy koniu.
-Dotknij go-Nakazałem. Dziewczyna delikatnie pogłaskała konia. Podałem jej kask.
-Nie jestem pewna-Wyjąkała biorąc niepewnie kask do ręki.
-Teraz albo nigdy-Odparłem
<Malia? Szykuj się na ostrą jazdę ;D>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz